Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2011

Ludowy placek ziemniaczany

Oto moja trzecia propozycja do akcji Gotujemy po polsku, pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl. Przepis pochodzi z książki „Potrawy z ziemniaków” zawierającej zgodnie z adnotacją na okładce „przepisy wg. Marii Disslowej, autorki najbardziej nowoczesnego podręcznika sztuki kulinarnej w latach trzydziestych”.

Składniki:
  • 1 kg ziemniaków
  • 60 g mąki
  • 1 cebula
  • 30 g smalcu
  • „na koniec noża” pieprzu (bardzo mi się ta jednostka miary podoba)
  • sól
Ziemniaki obrać i utrzeć na tarce, po czym odsączyć z wody. Cebulę posiekać i podsmażyć na smalcu. Ziemniaki osolić, opieprzyć, dodać mąkę i cebulę, wymieszać. Rozłożyć na wysmarowanej blasze (ja wyłożyłam na pergaminie)  i upiec w gorącym piekarniku. W książce proponują jeszcze skropić po wierzchu smalcem dla smaku, ja z tego nie skorzystałam. I jeszcze zacytuję oryginalny przepis:  „Takie placki zastępują często na wsi chleb. Gorące dobre są ze śmietaną.” 

Na zdjęciu jest 1/4 placka z dekoracją ze śmietany.


Gotujemy po polsku!

15 listopada 2011

Idealne schabowe

Oczywiście idealnych nie ma. Ale uważam, że sposób, w jaki ja je robię jest bardzo blisko ideału. Mojego ideału, bo każdy przecież ma inne wyobrażenie perfekcyjnego jedzenia. To takie oświadczenie na początek o wymowie: „Reklamacji nie przyjmuję”.

Umieszczam ten przepis z okazji akcji Gotujemy po polsku, której patronuje serwis zPierwszegoTloczenia.pl. Nie jest to jednak kuchnia staropolska, jak wielu sądzi. Kotlet schabowy na stałe zagościł na naszych talerzach dopiero w okresie PRL-u. Wtedy, kiedy mięsa brakowało a (prawie) każdy o nim marzył. Zatem z cieniutkiego kawałeczka mięsa dobrze było zrobić przy pomocy innych składników grubaśny kotlet. Takie małe oszustwo. W starszych książkach kucharskich nie ma nawet takiego pojęcia jak kotlet schabowy.

Ale cóż, okazało się, że połączenie mięsa, bułki tartej i jajka jest bardzo smaczne i nawet teraz, kiedy mięsa mamy pod dostatkiem (chociaż droższego i napakowanego różnymi świństwami), schabowy nie zginął i nie zapowiada się na to.

Od bardzo dawna robię schabowe według przepisu znalezionego na stronie domowej Joanny Duszczyńskiej. Tylko jedną rzecz robię inaczej. Zarówno ja, jak i mąż, lubimy duże bardzo i bardzo płaskie kotlety. Więc robię jeden duży na osobę a nie dwa małe.

Składniki (tym razem bez ilości bo tutaj akurat trzeba na oko)

  • schab
  • mąka
  • jajka
  • bułka tarta
  • tłuszcz do smażenia (u mnie to olej)

Schab umyć, oczyścić i pokroić na centrymetrowej grubości plastry. Oczyścić to znaczy odkroić wszystkie żyły, tłuszcze kawałki polędwicy itp. Niektórzy to zostawiają, ale mnie natrafienie na taką żyłę psuje całą radość z kotleta. Rozbić każdy kotlet tak, aby stał się przynajmniej dwa razy cieńszy. Ja rozbijam tak, że stają się „przezroczyste”, tuż przed tym jak mięso zaczęło by się samo rozpadać. Potem czas na panierowanie. Najpierw obtoczyć w mące, potem w niedokładnie roztrzepanych jajkach a na koniec w bułce tartej. Smażyć po 5 minut z każdej strony. Ogień powinien być takiej wielkości, żeby w tym czasie kotlety się dosmażyły, ale nie smaliły. Tutaj pomaga tylko doświadczenie i znajomość własnej kuchni. Bardzo ważne jest to, żeby kotlet do połowy wysokości zanurzony był w oleju. Inaczej nici z chrupiącej panierki.

Idąc za radą pani Duszczyńskiej również nie solę kotletów. I nie dość, że mnie to nie przeszkadza, to również żaden z soloholików, których zdarza mi się karmić nigdy nie marudził na niesłoność. Może to kwestia tego, że bułka tarta trochę soli w sobie zawiera?

A na podsumowanie nieidealne zdjęcie idealnego schabowego. Tadam!


i banerek akcji na deser:
Gotujemy po polsku!

12 listopada 2011

Zapiekanka łowicka

Akcja „Gotujemy po polsku”, którą Andrzej i Irena prowadzą pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl, stała się już tradycją. Jeśliby w którymś z kolejnych lat jej zabrakło,  to poczułabym się tak, jakby w listopadzie nie spadały liście z drzew — brakowało by mi jej bardzo. Stała się stałym elementem mojego kalendarza.

W tym roku na pierwszy rzut przygotowałam zapiekankę łowicką. Przepis pochodzi z książki „Kuchnia jarska” Dionizego Szepietowskiego wydanej w 1968 roku. Lekka dygresja — ta książka zupełnie nie odpowiada współczesnemu wegetarianizmowi. Na przykład nie udało mi się na razie znaleźć w niej ani jednego wegańskiego przepisu. Wszędzie są albo przetwory mleczne albo jaja, a najczęściej jedno i drugie. A już szczytem są przepisy typu zapiekanki fryzyjskiej: (cytuję) „Ciasto: 20 dag mąki pszennej, jajo, słonina…”  Bardzo jarskie, czyż nie? Ja nie jestem wegetarianką ani tym bardziej weganką, więc mogę z tej książki spokojnie korzystać, ale jest to piękny przykład jak zmieniają się obyczaje.

Wracając do zapiekanki łowickiej

Składniki:

  • 600 g ziemniaków
  • 400 g twarogu
  • szklanka kaszy krakowskiej
  • szklanka mleka
  • 2 łyżki masła w temperaturze pokojowej
  • pół łyżki oleju
  • 2 łyżki tartej bułki
  • 3 jajka
  • pieprz, sól, gałka muszkatołowa lub imbir (wzięłam gałkę, po łyżeczce każdej przyprawy)
Ziemniaki obrać, oczyścić i ugotować. Kaszę sparzyć wrzącym mlekiem. Gdy ziemniaki ostygną zemleć w maszynce, dodać twaróg i ostudzoną kaszę. Dodać jajka, masło, trochę bułki tartej, przyprawy i starannie wymieszać. Naczynie do pieczenia natłuścić i posypać bułką. Włożyć do niego masę. Zapiekać w piekarniku (dałam 200 stopni). W książce proponują podanie z sosem lub kwaśną śmietaną. My zjedliśmy ze śmietaną i jogurtem. 




Jest to typowa tak zwana „bieda-kuchnia”, ale bardzo smaczna (jak zwykle w takim przypadku). To znaczy podejrzewam, że dawniej była to tania potrawa, bo teraz kasza krakowska, bardzo trudna do dostania, dość zawyża koszty. Ta zapiekanka świetnie nadaje się jako „wypełniacz” do obiadu, ale może być też samodzielnym daniem.

7 listopada 2010

Ciasto polskie z rodzynkami i kruszonką

Gotujemy po polsku!
Oto moja druga propozycja do zabawy Gotujemy po polsku! pod patronatem zPierwszegoTłoczenia.pl. Tym razem będzie na słodko.

Czytałam kiedyś, że ciasto drożdżowe jest od tak dawna w polskiej kuchni i jest dla niej tak charakterystyczne, że dawniej w języku francuskim było ono nazywane ciastem polskim. Dzisiaj upiekłam więc ciasto polskie z rodzynkami i kruszonką, czyli zwykłego drożdżowca.

Składniki:
  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • 3/4 szklanki mleka
  • pół szklanki cukru
  • małe opakowanie cukru pudru
  • 5 jajek
  • 75 g roztopionego i ostudzonego masła
  • szklanka rodzynek
Składniki na kruszonkę
  •  25 g roztopionego i ostudzonego masła
  • mąka
  • cukier
 Uwaga na początek - wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej!

Z drożdży, mleka, szczypty mąki i szczypty cukru zrobić zaczyn. Odstawić na ok. 20 minut.

Po tym czasie wsypać mąkę do miski, dolać zaczyn i dodać pozostałe składniki, wymieszać i wyrobić. Odstawić w ciepłe miejsce aby podwoiło swoją objętość (zazwyczaj zabiera to około godziny).

Nagrzać piekarnik na 180 stopni. Formę natłuścić. Rodzynki sparzyć, odcedzić, obsypać mąką. Dodać je do ciasta i jeszcze raz wyrobić. Dobrze wyrobione ciasto drożdżowe charakteryzuje się tym, że przestaje kleić się do rąk. Wyłożyć ciasto na blachę. Zrobić kruszonkę, tzn. do masła dosypywać mąkę i cukier aż będzie się ładnie kruszyć (ja to robię na oko). Posypać kruszonką ciasto. Piec ok. 45 minut.

6 listopada 2010

Zakwas z buraków

Gotujemy po polsku!


W tym roku już po raz trzeci Irena i Andrzej razem z serwisem Z Pierwszego Tłoczenia organizują wspólne blogowe gotowanie po polsku. I po raz trzeci ja też będę uczestniczyć w tej zabawie. Dwa lata temu Gotowanie po polsku to była pierwsza zabawa blogowa, w której wzięłam udział. Wtedy takich zabaw było bardzo niewiele, teraz jest ich mnóstwo. Na tyle dużo, że już praktycznie przestałam w nich brać udział. Ot, przesyt. Ale jest kilka takich, które co roku wracają i do których tak się przyzwyczaiłam, że staram się w nich nadal wziąć udział. Gotowanie po polsku oczywiście do nich należy.

Ostatnio jak widać mam mało czasu na blogowanie. Naturalnie cały czas gotuję i nawet robię temu, co upichcę, zdjęcia, ale już żeby dodać komentarz słowny to czasu i zapału nie starcza. Jednak, że już od dawna planowałam, co zrobię z okazji Gotowania po polsku, to nie mogę teraz przecież tak łatwo zrezygnować!

Trzy potrawy, które zaplanowałam na ten czas są "każda z innej bajki". Trzy zaplanowałam, ale może jak się rozbucham to do jutra jeszcze coś dodatkowego wymyślę.

Pierwszy przepis jest bardzo tradycyjny. Jest to zakwas na barszcz czerwony. Nigdy jeszcze nie robiłam takiego tradycyjnego barszczu na zakwasie, zawsze szłam na skróty i dosypywałam kwasu cytrynowego. Czas to zmienić! Przepis na zakwas wzięłam od Myszy Klapsiary.

Składniki:
  • ok. 0,5 kg buraków (Mysza podaje w przepisie dwie sztuki, ja miałam małe buraki to dałam trzy)
  • kromka razowego chleba
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 liście wawrzynu
  • 4 ziela angielskie
  • łyżka soli
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 3 szklanki przegotowanej ciepłej wody
Buraki obrać i pokroić w plastry. Włożyć do litrowego słoja lub garnka. Chleb połamać na kawałeczki, dodać wraz z przyprawami do buraków. Zalać wodą i odstawić na cztery dni. Gdzieś w Internecie znalazłam pomysł, żeby przykryć pokłutym papierem i tak też zrobiłam. Po tym czasie zlać zakwas do butelki i można wykorzystać teraz lub za jakiś czas do barszczu.


Podeszłam z lekką nieśmiałością do tego przepisu, bo gdzieniegdzie kazali w takim przypadku dawać 2 kg buraków a nie 2 sztuki. Niepotrzebnie, bo zakwas wyszedł piękny - pachnący i o głębokim karmazynowym kolorze.