Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakto-ovo-vege. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakto-ovo-vege. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2015

Pączki na tłusty czwartek

Przez ostatnich kilka tłustych czwartków wypróbowywałam różne przepisy na pączki i ten z Domowych Wypieków (z drobną modyfikacją) podpasował mi najbardziej.

Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej
  • 0,5 l mleka
  • 100 g świeżych drożdży
  • 200 g masła
  • 200 g cukru
  • 8 żółtek
  • 2 całe jajka
  • 2 łyżki rumu (w przepisie źródłowym był spirytus, którego nie posiadam; moim zdaniem rum nadaje się nawet lepiej, bo daje dodatkowy aromat)
  • coś na nadzienie (tym razem dżem wiśniowy)
  • olej do smażenia
Roztopić masło i odstawić do ostygnięcia. Mleko podgrzać, aby było ciepłe a nie gorące. Wkruszyć do niego drożdże i dodać po kilka łyżek cukru i mąki (odsypać z przygotowanej porcji na całość). Wymieszać i odstawić na kilkanaście minut. Jajka, żółtka i pozostałą część cukru ubić na parze. Gdy zaczyn jest gotowy wlać go do pozostałej mąki, dodać masę z jajek i wymieszać. Pod koniec mieszania dodać roztopione masło i na końcu alkohol. Wyrobić na gładką masę i odstawić pod ściereczką do podwojenia objętości (40-60 minut).
Potem rozwałkowywać ciasto (do grubości 1cm) i wykrawać szklanką kółka. Na jedno kółko nakładać nadzienie, na to drugie kółko, sklejać jak pierogi i formować kule. Odłożyć i przykryć, aby jeszcze podrosły (z pół godziny). Smażyć z obu stron w głębokim oleju. Ja smażę we frytkownicy. Metodą prób i błędów ustaliłam, że temperatura oleju powinna być 175 stopni (jak więcej to się zbytnio przypiekają, jak mniej to przyklejają do sitka) i czas smażenia po 5 minut z każdej strony.

I jeszcze o lukrze. Ja robię bardzo prosty lukier z cukru pudru, soku z cytryny i odrobiny gorącej wody. Może nie wygląda jak z cukierni, ale jest fajnie kwaskowy i nieco neutralizuje tłustość pączków.

A oto i pączki w towarzystwie mojego ulubionego kubka do kawy: (Nie, to nie jest porcja do zjedzenia na raz)



Dzisiejszy tłustoczwartkowy post powstał w ramach wspólnego gotowania. Razem ze mną pichciły Mirabelka, Zuzia i Pela.

5 listopada 2013

Ciastka cytrynowe dla Sansy Stark

„Później podano nerkówkę, pasztet z gołębia i pieczone jabłka pachnące cynamonem, a także cytrynowe ciasteczka posypane cukrem, lecz Sansa czuła się już tak najedzona, że zdołała tylko zjeść dwa ciasteczka, chociaż bardzo je lubiła.” G.R.R. Martin „Gra o tron”

Dzisiaj w ramach wspólnego gotowania przygotowywaliśmy takie ciasteczka według tego przepisu.

Składniki:
  • pół szklanki cukru, dodatkowo trochę do posypania
  • 2 jajka
  • 4 łyżki maki
  • szczypta soli
  • 2/3 szklanki maślanki
  • 2 i pół łyżki soku z cytryny
  • skórka z połowy cytryny 
Rozdzielić żółtka od białek. Foremki (zasadniczo powinno być 6 kokilek, ale ja wzięłam więcej mniejszych) wysmarować masłem i oprószyć cukrem. Ja stwierdziłam, że nie będę oprószać tylko na koniec posypię cukrem pudrem. Ubić białka. W misce wymieszać cukier, mąkę i sól. W drugiej wymieszać ubijając maślankę, sok, skórkę i żółtka. Stopniowo dodawać wymieszane sypkie składniki a na koniec białka. Przelać do foremek, które następnie włożyć do dużej formy wypełnionej gorącą wodą i to wszystko do piekarnika rozgrzanego do 150 stopni. Przykryć folią aluminiową. Piec ok. 25 minut aż wyrosną po czym zdjąć folię i piec kolejne 14 minut. Ciasto powinno być złociste i sprężyste. Ja przed podaniem posypałam cukrem pudrem.





W tym gotowaniu uczestniczyły ze mną:

8 września 2013

Zapiekane kokilki z pomidorkami

Dostałam niedawno komplet kokilek do zapiekania dla całej rodziny i w końcu udało mi się je wypróbować na dzisiejsze, niedzielne śniadanie.

Przepis pochodzi z „Kuchni malucha”, gdzie nazywa się „clafoutis z pomidorkami”.

Składniki na cztery jednoosobowe kokilki:

  • pomidorki koktajlowe (ilość taka, aby przykryła dno kokilek, w przepisie podano 600 g, u mnie zmieściło się tylko 200 g)
  • 4 jajka
  • 30 g mąki
  • 4 łyżki mleka
  • 200 ml śmietanki
  • 50 g parmezanu (wyjątkowo zamieniłam na zwykły żółty ser, bo mi parmezanu zabrakło)
  • garść grubo posiekanej bazylii
  • sól, pieprz, tłuszcz do wysmarowania kokilek
Kokilki natłuścić, ułożyć w nich pomidorki. Roztrzepać jajka, dodać mąkę i nabiały. Wymieszać na gładko. Dodać pozostałe składniki, poza dwoma łyżkami sera do posypania później. Wylać ciasto na pomidorki. Nie może być pełno, bo ciasto potem urośnie i może się wylać. Posypać pozostałym serem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni. Zapiekać ok. 20 minut, aż  się przyrumieni i urośnie.



Warzywa_psiankowate_2013 Wegetariańskie Śniadania

5 czerwca 2013

Placek z botwinką (wersja szybka)

Dzisiaj jest wspólne gotowanie z botwinką. Początkowo miałam nie brać w nim udziału, bo nie przepadam za botwinką i kojarzy mi się ona głównie z kefirowo-buraczkowo-ogórkowym chłodnikiem. Ohyda! Ale w końcu pomyślałam, że może spróbuję jakoś ją okiełznać. Na warsztat wzięłam placek z botwinką znaleziony w Kwestii smaku. Niestety w całym moim mieście nie było w sklepach ricotty, więc zamieniłam ją na zwykły bezsmakowy serek homogenizowany. Pewnie wpłynęło to nieco na całość, ale braków zaopatrzeniowych nie przeskoczę. Dodatkowo z braku czasu zdecydowałam się nie robić ciasta z przepisu, tylko wziąć gotowe ciasto francuskie. Więc w końcu wyszło mi trochę co innego niż miało być. Nazwijmy to wersją szybką i oszczędną. I uznajmy, że tak miało być.

Składniki:
  • 500 g – 700 g botwinki (samych liści i łodyżek)
  • 350 g naturalnego serka homogenizowanego
  • 1 jajko
  • 40 g tartego parmezanu
  • pół łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • sól morska i świeżo zmielony pieprz
  • opakowanie gotowego ciasta francuskiego
Botwinkę umyć, oczyścić i odciąć korzenie, jeśli pozostały. Wrzucić do niewielkiej ilości osolonej, wrzącej wody i gotować 3 minuty. Odcedzić, ostudzić, odcisnąć i pokroić na centymetrowe kawałki. Jajko roztrzepać, wymieszać z serkiem, parmezanem i pokrojoną botwinką. Doprawić. Formę do tarty wyłożyć ciastem, nałożyć nadzienie, pozostałe ciasto pokroić w paski i udekorować z wierzchu. Piec ok. 15 minut  w 180 stopniach.



Oprócz mnie z botwinką zmagali się:

27 lutego 2013

Sałatka jarzynowa bez jarzyn

No może nie tak zupełnie bez jarzyn, ale bez włoszczyzny. Na dzisiejsze wspólne gotowanie robiłam sałatkę z pereelowskiej książki kucharskiej i w efekcie (w smaku) wyszła mi typowa jarzynowa sałatka imieninowa, ale nie ma w niej włoszczyzny, która zazwyczaj robi większość sałaki. Dlatego uznałam, że to  „jarzynowa bez jarzyn”.
Względem oryginalnego przepisu poczyniłam takie oto zmiany: zamiast koperku dałam natkę pietruszki (bo tak wolę), a ilość majonezu drastycznie zmniejszyłam (w oryginale było 2/3 szklanki, moim zdaniem to duuuużo za dużo na obecne czasy)

Składniki:
  • 250 g zielonego groszku (użyłam mrożonego)
  • 350 g jabłek 
  • 2 łyżki majonezu (zamiast oceanu z oryginalnego przepisu)
  • cytryna
  • 2 jajka
  • cukier, sól, pieprz
  • łyżka posiekanej natki pietruszki (zamiast pół pęczka kopru)
Groszek i jaja ugotować. Jabłka i ugotowane jajka obrać i pokroić w drobną kostkę (trochę mi nie wyszło, jak widać na załączonym obrazku). W cytryny wycisnąć sok. Wymieszać wszystko, doprawić do smaku.



Dodaję ten przepis do akcji Z książką w kuchni 2013.
Przepis pochodzi z  „Kuchnia jarska” autorstwa Dionizego Szepietowskiego wydanego nakładem Wydawnictwa Przemysłu Lekkiego i Spożywczego w 1968 roku.

Oprócz mnie sałatki przygotowały Maggie, Mirabelka i Pela.


Z książką w kuchni zaproszenie

21 listopada 2012

Kladdkaka - szwedzkie ciasto czekoladowe

Dzisiaj na zakończenie akcji Kuchnia skandynawska w kilka blogerek przygotowywałyśmy słodkie skandynawskie wypieki. Oto nasz skład:
Ja zdecydowałam się na szwedzkie ciasto czekoladowe - Kladdkaka.

A oto skład wypieku:
Składniki:
  • 125 g masła
  • 2 jajka
  • 220 g cukru
  • 4 czubate łyżeczki kakao
  • 120 g mąki
Masło roztopić i ostudzić. Jajka z cukrem ubić na gładką masę. Dodać kakao i mąkę i delikatnie zmiksować. Na koniec dodać masło i wymieszać. Wlać w natłuszczoną małą tortownicę. Piec ok. pół godziny w 150 stopniach C.



Ciasto jest ciekawe. Na zewnątrz chrupiące, w środku wilgotne. No i czekoladowe. A mnie ochota na czekoladę jak nie chciała przejść, tak nadal nie chce.

25 października 2012

Sernik dyniowy

Ten przepis wyszperałam na blogu Every Cake You Bake przeglądając podsumowanie Festiwalu Dyni  z 2008 roku. Trochę go uprościłam, tzn. zamiast robienia spodu po prostu wyłożyłam formę herbatnikami. No i zrobiłam podwójną porcję, bo z braku tortownicy użyłam dużej blachy do ciasta. A zatem – tak ten sernik wygląda w moim wykonaniu.

Składniki:
  • kilogram dyni
  • 300 g cukru
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki mielonego imbiru
  • ćwierć łyżeczki utłuczonych goździków
  • ćwierć łyżeczki utartej gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki soli
  • 1 kg kremowego serka
  • 6 jaj
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • paczka pełnoziarnistych herbatników
Składniki na polewę:
  • 400 g kwaśnej śmietany
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 100 g cukru
Dynię obrać, odpestkować i pokroić na niedużą kostkę. Włożyć do garnka, delikatnie podlać wodą i rozgotować. Dokończyć dzieła zniszczenia blenderem, ostudzić. Powinny wyjść z tego ok. dwie szklanki pulpy dyniowej.
Cukier wymieszać z przyprawami i solą. W dużej misie utrzeć serek, powoli dodawać przyprawny cukier. Ciągle ucierając dodawać pojedynczo jajka. Na koniec dodać pulpę i cukier waniliowy.
Formę natłuścić i wyłożyć herbatnikami. Wlać ciasto. Na dolnej półce piekarnika umieścić naczynie z wodą, aby sernik w czasie pieczenia nie wysechł (ma być wilgotny!). Piec pół godziny w 180°C a następnie 10-20 minut w 165°C (raczej 20 niż 10). Wymieszać składniki polewy, rozsmarować na cieście i zapiekać jeszcze 10 minut, aż się zetnie. Ja zapiekałam dużo dłużej i wyszedł mi przyrumieniony wierzch. Po wyjęciu z pieca ostudzić w formie. Przed podaniem schłodzić w lodówce.


Rzadko robię serniki, właściwie tylko jak jest jakaś okazja. Tym razem też oczywiście była i to taka, że ho! ho!.
A tak się też zdarzyło, że wraz z naszą wspólnie gotującą grupą (tym razem w składzie: Maggie, Mopsik, Wiera, Ja, Panna Malwinna, Tomek, Kasia, Siaśka, Bartoldzik i Mirabelka) na dzisiaj zaplanowaliśmy wspólne dyniowe pieczenie.

2 września 2012

Ciasto śliwkowo-orzechowe

Dzisiaj nadeszło pierwsze z wrześniowych wspólnych gotowań. Tym razem wraz z Panną Malwinną, Maggie i Gin robiłyśmy ciasto według tego przepisu.

Składniki:
  • 175 g masla + odrobina do natluszczenia formy 
  • 175 g cukru (powinien być trzcinowy, jasny muscovado, ale poskąpiłam i robiłam na burakach)
  • 3 jajka 
  • 175 g maki 
  • łyżeczka proszku do pieczenia 
  • ćwierć łyżeczki sody oczyszczonej 
  • 175 g zmielonych orzechow laskowych (ja użyłam drobno posiekanych, przez co kawałki były większe i lepiej wyczuwalne w cieście)  + 2 łyżki całych do posypania
  • 500 g śliwek
  • 50 g posiekanej gorzkiej czekolady 70%
Ciasto robiłam trochę „po mojemu”, z pominięciem miksera, ale efekt końcowy powinien być podobny jak w oryginale.
Masło utrzeć z cukrem na gładką masę. Dodać jajka i wymieszać. Mąkę wymieszać z proszkiem i sodą a następnie ze zmielonymi orzechami. Dodać do masy i dokładnie wymieszać. Śliwki umyć, odpestkować, odłożyć kilka do dekoracji (w oryginale 4, u mnie 6) a resztę posiekać. Dodać do masy czekoladę i posiekane śliwki, wymieszać. Nałożyć do natłuszczonej formy. W przepisie była zalecana okrągła o średnicy 20 cm. Ja takiej nie posiadam, więc spróbowałam zrobić w kamionkowym naczyniu do amerykańskiego pie'a, które jest większe, ale bardziej płaskie. Piec 45 minut w 180 stopniach C. Wiem, że inne blogerki musiały piec godzinę, żeby było dobre. Mnie te trzy kwadranse wystarczyły. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem albo posmarować konfiturą porzeczkową lub śliwkową.

Ciasto jest ciężkie i wilgotne, ale spotkało się z wielkim entuzjazmem domowników. Nic dziwnego - jest pyszne. I nawet grzecznie zmieściło się w formie. Jak widać na załączonym obrazku.


28 lipca 2012

Porzeczkoagrest w muffinach

Nie wiem, czy da się kupić porzeczkoagrest, ale jest on popularny wśród działkowców, więc jak ktoś ma zaprzyjaźnionego, to pewnie się już spotkał z tym owocem. Ja zostałam obdarowana pojemnikiem pełnym porzeczkoagrestu i teraz odkrywam, co można z nim zrobić. Muffiny okazały się niezłym pomysłem.

Składniki:
  • 250 g białej mąki pszennej
  • 130 g razowej mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 175 g cukru
  • 250 ml mleka
  • 2 jajka
  • 100 g oleju
  • 200-300 g porzeczkoagrestu
Porzeczkoagrest umyć i pookrawać mu ogonki. Wymieszać mąki, proszek i cukier. W osobnym naczyniu roztrzepać jajka, dodać do nich mleko i olej. Wymieszać. W suchych zrobić dołek, wlać mokre, wymieszać. Następnie wsypać owoce i wymieszać. Nakładać do natłuszczonych foremek i piec 20 minut w 200-220°C. Po wyjęciu z pieca kilka minut potrzymać w foremkach, po czym wyjąć i odstawić do ostygnięcia na metalowej kratce.


Muffinki są kwaskowate, pasują do obecnej pogody.

23 kwietnia 2012

Ciećburger

Dzisiejsze „wspólne” burgery z ciecierzycy robiliśmy według tego przepisu.

Składniki na burgery:

  • 540 g ciecierzycy z puszki lub namoczonej i ugotowanej suchej (ok. 200 g suszu)
  • 4 dymki pokrojone w półplasterki
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mąki
  • łyżka posiekanego świeżego oregano (zamieniłam na łyżeczkę suszonego)
  • pół łyżeczki mielonego kuminu
  • ćwierć łyżeczki soli

  • 2 łyżki oliwy do smażenia
  • do podania: przekrojone i podgrzane pity (w przepisie podane były 2, ja użyłam 4 – po jednej na burgera)
Składniki na sos:
  • 2 łyżki pasty tahini
  • pół szklanki jogurtu
  • łyżka soku z cytryny
  • 1/3 szklanki posiekanej natki pietruszki
  • ćwierć łyżeczki soli
Składniki burgerów miksować pulsacyjnie aż do uzyskania wilgotnej, trzymającej się siebie i formowalnej masy. Uformować z niej cztery burgery. Smażyć na rozgrzanej oliwie po 4 minuty z każdej strony. W międzyczasie wymieszać składniki na sos.
Nakładać burgery i sos do ciepłych pit. Można również włożyć jakąś sałatkę do środka, albo podać osobno (wybrałam osobno).
A oto jak mój ciećburger udaje, że pokazuje język.


Burgery robili też:


19 grudnia 2011

Muffiny oliwne

Dawno nie było muffinek na wytrawnie...

Składniki:

  • 380 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku
  • ćwierć łyżeczki soli
  • pół łyżeczki pieprzu
  • łyżeczka posiekanej natki
  • średni por (biała część) lub kilka młodych porków
  • 60 g czarnych oliwek
  • łyżeczka suszonej bazylii
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • 250 g mleka
  • 100 g oliwy z oliwek
Wymieszać mąkę, proszek, sól, pieprz, natkę i bazylię. Pory pokroić w piórka, czosnek posiekać, oliwki poprzekrawać na połówki. Do wymieszanych sypkich dodać pory i czosnek, wymieszać. Osobno wymieszać roztrzepane jajka, mleko i oliwę. Do sypkich wlać mokre i wymieszać. Na końcu wmieszać oliwki. Nałożyć masę do natłuszczonych foremek.
Piec 20 minut w temperaturze 210 stopni C. Po wyjęciu z pieca trzymać jeszcze kilka minut w foremkach.


4 grudnia 2011

Ulubione muffiny małego Jima

Nadszedł koniec akcji 100 lat z Lucy Maud (w kuchni).
Tak jak rozpoczęliśmy akcję dużą grupą robiąc pudding ryżowy, tak kończymy ją też wspólnie muffinkami.

Cytat, który jest inspiracją tego ostatniego przepisy, był też tak naprawdę inspiracją dla całej akcji. Kiedy jakiś czas temu dostałam w prezencie “Anne of Ingleside” („Ania ze Złotego Brzegu”) w oryginale i zaczęłam ją czytać, to doszłam do kwestii, którą wypowiada Zuzanna:
And don't you think we might have a chicken dinner tomorrow, Mrs. Dr. dear? Just by way of a little celebration, so to speak. And Little Jem shall have his favourite muffins for breakfast.
I wtedy zaczęłam się zastanawiać. Muffiny? Nie pamiętam, żeby w polskim tłumaczeniu, które czytałam wiele razy, było coś o muffinach. A akurat w tym czasie odkrywałam muffinki i bardzo mnie to zainteresowało. Pogrzebałam, pogrzebałam i znalazłam
Czy nie sądzi pani, że mogłybyśmy zrobić jutro kurczaka na obiad? Aby trochę to uczcić, że tak powiem. A mały Jim dostanie na śniadanie swoje ulubione bułeczki.
Ja na miejscu tłumaczki wybrałabym raczej określenie babeczki, bo rozumiem, że w czasach, gdy powstawało to tłumaczenie, określenie muffiny nic by nikomu nie mówiło.
Od tego momentu zaczęłam przeglądać różne książki L.M. Montgomery w poszukiwaniu ciekawych kulinariów. I stąd się wzięła ta akcja.

A oto pomysł na muffinki, które mogłyby być ulubionymi dla małego chłopca. Mój mały chłopiec był zachwycony, więc chyba mi się udało. A pomysł, aby były to muffinki z orzechami i czekoladą wyszedł od mojego dużego chłopca. A że jestem świadomym rodzicem, to przy okazji przemyciłam trochę zdrowia w postaci mąki razowej i tego, że jest w tym stosunkowo niewiele cukru.
Założyłam, że mały Jim nie był alergikiem, bo w książkach nic o tym nie ma ;-) i mógł jeść zarówno orzechy jak i czekoladę.

Składniki
  • 300 g białej mąki pszennej
  • 170 g razowej mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 200 g cukru
  • 150 g łuskanych orzechów laskowych
  • 100 g czekolady (w zależności od upodobań dziecka gorzkiej lub mlecznej)
  • 300 ml mleka
  • 2 jajka
  • 100 g oleju
Wymieszać przesiane mąki, proszek do pieczenia, sól i cukier. Orzechy pokroić na połówki, lub drobniej. Czekoladę posiekać. Połączyć wymieszane suche składniki, orzechy i czekoladę. Wymieszać.
W drugiej misce wymieszać lekko roztrzepane jajko, mleko i olej. Wlać mokre do suchych i wymieszać. Nałożyć do tuzina natłuszczonych foremek i piec 20 minut w temperaturze 210 stopni. Po wyjęciu z pieca trzymać jeszcze ok. 5 minut w formach po czym wyjąć i studzić na kratce.


W tym uroczystym zakończeniu akcji uczestniczą

27 listopada 2011

Ciasteczka z malinami boleśnie zaostrzające apetyt

Dziewczęta ze szkoły w Avonlea miały zwyczaj składać razem przyniesione śniadania, a gdyby która z nich odważyła się sama lub nawet wspólnie z najlepszą przyjaciółką zjeść trzy ciastka z malinami, napiętnowano by ją jako wstrętnego sobka. A przecież trzy ciasteczka, podzielone pomiędzy dziesięć dziewczynek, mogły jedynie boleśnie zaostrzyć apetyt.
L.M. Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”

Tym razem można powiedzieć, że poszłam na łatwiznę, bo wykorzystałam gotowy przepis z „Książki kucharskiej Ani z Zielonego Wzgórza” autorstwa wnuczki L.M. Mongomery – Kate Macdonald.

Składniki na ciasto:

  • szklanka mąki
  • łyżka cukru
  • ćwierć łyżeczki soli
  • 6 łyżek masła 
  • 1 żółtko
  • łyżka wody
  • łyżka soku z cytryny
Składniki na nadzienie:
  • 300 g malin (mogą być mrożone)
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • ćwierć  szklanki wody
  • 3/4 szklanki cukru
Jeśli mamy mrożone maliny (a o tej porze roku tylko takie nam zostają), należy je najpierw rozmrozić.
Przesiać mąkę do dużej miski. Dodać cukier i sól i wymieszać. Wszystkie mieszania przy robieniu ciasta mają być robione za pomocą widelca. Dodać masło i posiekać nożem. W książce proponują odmierzanie „metodą wodną”, tzn. odlanie z odmierzonej ilości wody 6 łyżek i uzupełnienie tego masłem tak, aby wody i masła było tyle co samej wody na początku. Ja te metodę zastosowałam za pierwszym razem, ale teraz już mi się nie chce i normalnie odmierzam masło łyżką. Wymieszać osobno żółtko, łyżkę wody i sok cytrynowy. Następnie wlać to do ciasta. Mieszać tak długo, aż ciasto będzie się formować w kulę. Odrywać małe kawałki ciasta i wylepiać nimi natłuszczone foremki. Ja używam formy do muffinek i wylepiam tylko dno i troszeczkę nad nim. Przygotowane spody ciasteczek włożyć do lodówki.
Gdy ciasto się chłodzi dokładnie wymieszać w garnku mąkę kukurydzianą z wodą (tym razem nie widelcem tylko drewnianą łyżką) dodać cukier i maliny. Wymieszać. Gotować ok. 10-15 minut – w tym czasie masa powinna zgęstnieć. Ostudzić.
Do foremek nakładać nadzienie tak, aby dochodziło do 2/3 wysokości ciasta.
Piec 10 minut w 220 stopniach a następnie 15 minut w 180 stopniach C. Wyjąć z piekarnika i odstawić na 15 minut w foremkach po czym już definitywnie wyjąć ciasteczka.



Jak to dobrze, że współcześnie mamy mrożonki. Ania mogła jeść takie ciasteczka tylko w sezonie na maliny.

Przepis oczywiście uczestniczy w akcji

20 listopada 2011

Jajka na grzankach dla Tadzia i Toli

Tego poranka śniadanie na Zielonym Wzgórzu było ceremonią nader smutną. Tadzio po raz pierwszy w swym życiu nie miał apetytu, a tylko grzebał bezmyślnie widelcem w talerzu. Zresztą nikt zdaje się nie był głodny, z wyjątkiem Toli, która pochłaniała wszystko z nadzwyczajną szybkością. Tola, jak nieśmiertelna, rozważna Charlotta, która „krajała zawzięcie chleb smarując go masłem”, gdy ciało jej ukochanego składano do mogiły, należała do tych istot, które rzadko kiedy przejmują się tym, co dotyczy ich otoczenia. Żałowała, że Ania wyjeżdża, oczywiście, ale to przecież nie mogło być powodem, dla którego miałaby się wyrzec smacznego śniadania. Widząc, że Tadzio nic nie je, Tola postanowiła zjeść i jego porcję.
L.M. Montgomery, „Ania na Uniwersytecie” (tłumaczenie Janina Zawisza-Krasucka)

Na podstawie tego fragmentu książki, zgodnie z zasadami akcji 100 lat z Lucy Maud (w kuchni), powstało nasze dzisiejsze śniadanie. Może to się wydawać dziwne, bo w powyższym cytacie nie ma żadnych konkretów na temat, jak to smaczne śniadanie wyglądało. Na szczęście od pewnego czasu jestem w stanie czytać książki mojej ulubionej autorki w oryginale i dzięki temu wiem, co tak naprawdę Tadzio i Tola (a właściwie to Davy i Dora) jedli tego dnia na śniadanie.
She was sorry Anne was going away, of course, but was that any reason why she should fail to appreciate a poached egg on toast? Not at all.
L.M. Montgomery, “Anne of the Island”

A poached egg on toast, czyli jajko w koszulce na toście. Wiem, że tłumaczenie jest albo piękne albo wierne, ale niestety zdarzają się takie, które nie są ani piękne ani wierne. Na nieszczęście dla nas większość tłumaczeń książek Lucy Maud zalicza się moim zdaniem do tej trzeciej kategorii. Czemu tłumaczka nie zostawiła w tym miejscu choćby „miałaby się wyrzec jajka na grzance”, nawet dodając tam gdzieś to smaczne? Nie rozumiem.

Wniosek jest jeden: jeśli znacie choć trochę angielski, to czytajcie Anie i inne książki Montgomery w oryginale. Inaczej bardzo dużo szczegółów ucieka. Jestem dowodem na to, że nie potrzebna jest dobra znajomość tego języka, żeby w nim czytać. Mój angielski jest naprawdę biedny.

Koniec dygresji, bo na ten temat mogłabym pisać elaboraty i rzucać wieloma przykładami. A to przecież jest blog kulinarny. :-)

Nigdy wcześniej nie gotowałam jajek w koszulkach. Dokształcałam się zatem na różnych stronach internetowych. Najwięcej na ten temat jest na stronie http://www.perfectpoachedegg.com/. Swoją drogą, nieźle trzeba być zakręconym, żeby zrobić bardzo rozbudowaną stronę tylko o jednym sposobie przygotowywania jajek.

Składniki
  • 1 jajko
  • kromka chleba (niekoniecznie tostowego, ja robiłam na chlebie tzw. wiejskim i tak jest moim zdaniem lepiej, bo bardziej wartościowo-odżywczo)
  • masło
  • sól, pieprz
  • ocet lub kwasek cytrynowy (niekoniecznie)
W garnku lub na głębokiej patelni zagotować wodę. Wodę można zakwasić, co przyśpiesza ścinanie się jajka. Ja tego nie zrobiłam i miałam na początku pływające cieniutkie gluty z białka, ale pod koniec gotowania zbiły się w jedną masę. W przypadku jajka na grzance kształt jajka nie jest taki ważny, więc kwaszenie nie jest niezbędne.
Włożyć chleb do tostera i kiedy chleb się tostuje wlać jajko do wrzącej wody. Gotować tak długo, aż będzie widać, że białko jest całe ścięte, a żółtko tylko na wierzchu, a w środku jeszcze płynne. Wyjąć wtedy jajko płaską łopatką lub łyżką cedzakową na drewnianą deskę. Następnie wyjąć chleb z tostera i posmarować masłem. W tym czasie z jajka powinien odparować nadmiar wody. Nałożyć jajko na chleb. Kiedy już mamy jajko na toście należy przekłuć żółtko i gdy trochę wypłynie, posolić i popieprzyć całość.

Na zdjęciu jest porcja dla mojego synka, na jego ulubionym talerzyku.



Stwierdzam, że podoba mi się ten sposób przyrządzania jajek. Lubię jajka na miękko, ale zawsze jest problem, żeby były idealnie na miękko. Ile bym nie gotowała zawsze jest albo trochę niedociętego białka albo ścięte żółtko. Najczęściej i jedno i drugie, tzn. z jednej strony jajko jest na półtwardo a z drugiej z glutem. Tu nie ma tego problemu, bo wszystko jest kontrolowane „in-situ”.

To moja druga propozycja do akcji

do której cały czas zapraszam
oraz pierwsza propozycja do akcji Peli
(Nie)codzienne kanapki - zaproszenie

17 listopada 2011

Racuszki z jabłkami i kaszą manną

Na zakończenie akcji Gotujemy po polsku, której patronuje serwis zPierwszegoTloczenia.pl dla odmiany przygotowałam coś na słodko.

Przepis na jabłkowo-mannowe racuszki pochodzi z grubsza z książki Kuchnia jarska D. Szepietowskiego. Z grubsza ponieważ dokładnie nie dałoby się, bo w tym przypadku co innego jest tam w składnikach, a co innego w treści przepisu. Musiałam więc na logikę wymyślić, co tak naprawdę autor miał na myśli. Już tę książkę krytykowałam przy okazji zapiekanki łowickiej, więc jak widać ma ona wiele wad, ale przy okazji jest bogatym źródłem bezmięsnych przepisów kuchni polskiej. Więc coś za coś.

A oto końcowy przepis:

Składniki

  • 300 g kaszy manny
  • 2 szklanki mleka
  • 300 g ubranych i utartych jabłek
  • 2 łyżki cukru
  • pół szklanki mąki
  • 3 jajka
Kaszę mannę ugotować z mlekiem i ostudzić. Dodać jabłka i cukier i dokładnie wymieszać. 
Mnie się przy gotowaniu kaszy porobiły gigantyczne grudy i nijak nie byłam w stanie tego rozmieszać. W końcu wpadłam na pomysł rozdrobnienia grud blenderem. Udało się, blender dał radę.
Następnie dodać jajka oraz mąkę i ponownie wymieszać. Wykładać łyżką na gorący głęboki tłuszcz. Smażyć na złoto-brązowo. Wyjmować na papierowe ręczniki, żeby tłuszcz się odsączył. Przed podaniem posypać cukrem pudrem. Można też podać ze śmietaną i cukrem waniliowym.



I tym deserem kończę mój udział w tegorocznym gotowaniu po polsku. Ale to nie znaczy, że do przyszłorocznej akcji będę gotować tylko tajszczyznę, hinduszczyznę i spaghetti. Kuchnia polska stale w pewnym stopniu jest obecna w moim kucharzeniu.

Gotujemy po polsku!

13 listopada 2011

Ciasto dyniowe z orzechami

Ten przepis pochodzi z książki o potrawach z dyni z serii Gooseberry Patch. Pierwszy raz zrobiłam je, gdy szukałam pomysłów co zrobić z wnętrzem dyniowego potwora, wyrżniętego ku uciesze dziecka. Nie jest to przepis z gatunku jednorazowych - to ciasto jest uzależniające i do tego znika w zastraszającym tempie i zaraz trzeba robić kolejną porcję.

Składniki:
  • 3 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli
  • 3,5 łyżeczki cynamonu
  • 4 jajka
  • 2 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki oleju
  • 425 gramowa puszka dyni (tak było w oryginalnym przepisie, ja wzięłam zmieloną surową, myślę, że rozgotowana pulpa dyniowa będzie też dobra)
  • szklanka posiekanych orzechów włoskich
Wymieszać mąkę, proszek, sodę, sól i cynamon. W dużej misce ubić jajka, cały czas ubijając stopniowo dodawać cukier, aż nie ubije się sztywna piana. Dodać olej mieszając lub dalej ubijając, następnie suche składniki i dynię (kończąc suchymi). Dodać orzechy i wymieszać. Piec w natłuszczonej formie (w oryginale była to forma przypominającą polską formę na babkę ze spiralnymi żłobieniami, mam taką i spróbowałam w niej zrobić, ale moim zdaniem w keksówce wychodzi lepiej). Piec około godziny w 180 stopniach C (do suchego patyczka). Po wyjęciu z pieca na 10 minut zostawić w formie, następnie wyjąć z formy. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem (nie stosuję, bo ciasto jest wystarczająco słodkie).


Przepis wstawiam z okazji Orzechowego tygodnia.

12 listopada 2011

Zapiekanka łowicka

Akcja „Gotujemy po polsku”, którą Andrzej i Irena prowadzą pod patronatem serwisu zPierwszegoTloczenia.pl, stała się już tradycją. Jeśliby w którymś z kolejnych lat jej zabrakło,  to poczułabym się tak, jakby w listopadzie nie spadały liście z drzew — brakowało by mi jej bardzo. Stała się stałym elementem mojego kalendarza.

W tym roku na pierwszy rzut przygotowałam zapiekankę łowicką. Przepis pochodzi z książki „Kuchnia jarska” Dionizego Szepietowskiego wydanej w 1968 roku. Lekka dygresja — ta książka zupełnie nie odpowiada współczesnemu wegetarianizmowi. Na przykład nie udało mi się na razie znaleźć w niej ani jednego wegańskiego przepisu. Wszędzie są albo przetwory mleczne albo jaja, a najczęściej jedno i drugie. A już szczytem są przepisy typu zapiekanki fryzyjskiej: (cytuję) „Ciasto: 20 dag mąki pszennej, jajo, słonina…”  Bardzo jarskie, czyż nie? Ja nie jestem wegetarianką ani tym bardziej weganką, więc mogę z tej książki spokojnie korzystać, ale jest to piękny przykład jak zmieniają się obyczaje.

Wracając do zapiekanki łowickiej

Składniki:

  • 600 g ziemniaków
  • 400 g twarogu
  • szklanka kaszy krakowskiej
  • szklanka mleka
  • 2 łyżki masła w temperaturze pokojowej
  • pół łyżki oleju
  • 2 łyżki tartej bułki
  • 3 jajka
  • pieprz, sól, gałka muszkatołowa lub imbir (wzięłam gałkę, po łyżeczce każdej przyprawy)
Ziemniaki obrać, oczyścić i ugotować. Kaszę sparzyć wrzącym mlekiem. Gdy ziemniaki ostygną zemleć w maszynce, dodać twaróg i ostudzoną kaszę. Dodać jajka, masło, trochę bułki tartej, przyprawy i starannie wymieszać. Naczynie do pieczenia natłuścić i posypać bułką. Włożyć do niego masę. Zapiekać w piekarniku (dałam 200 stopni). W książce proponują podanie z sosem lub kwaśną śmietaną. My zjedliśmy ze śmietaną i jogurtem. 




Jest to typowa tak zwana „bieda-kuchnia”, ale bardzo smaczna (jak zwykle w takim przypadku). To znaczy podejrzewam, że dawniej była to tania potrawa, bo teraz kasza krakowska, bardzo trudna do dostania, dość zawyża koszty. Ta zapiekanka świetnie nadaje się jako „wypełniacz” do obiadu, ale może być też samodzielnym daniem.

9 lipca 2011

Muffiny z jabłkami

Składniki do tych muffinek są raczej jesienne, ale akurat takie miałam pod ręką i oto co z nich wymyśliłam

Składniki:
  • 380 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 g cukru
  • szczypta soli
  • łyżeczka cynamonu
  • 3 jabłka
  • 250 ml mleka
  • 2 jajka
  • 100 g oleju
Wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, cynamon, sól i cukier. Jabłka obrać i zetrzeć na tarce, dodać do "suchych" i dokładnie wymieszać. W drugiej misce połączyć mleko, roztrzepane jajka i olej. Wlać "mokre" do "suchych" i wymieszać. Nakładać do natłuszczonych foremek. Piec 20 minut w 200 st. C. Po upieczeniu parę minut potrzymać w formie po czym wyjąć.

7 listopada 2010

Ciasto polskie z rodzynkami i kruszonką

Gotujemy po polsku!
Oto moja druga propozycja do zabawy Gotujemy po polsku! pod patronatem zPierwszegoTłoczenia.pl. Tym razem będzie na słodko.

Czytałam kiedyś, że ciasto drożdżowe jest od tak dawna w polskiej kuchni i jest dla niej tak charakterystyczne, że dawniej w języku francuskim było ono nazywane ciastem polskim. Dzisiaj upiekłam więc ciasto polskie z rodzynkami i kruszonką, czyli zwykłego drożdżowca.

Składniki:
  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • 3/4 szklanki mleka
  • pół szklanki cukru
  • małe opakowanie cukru pudru
  • 5 jajek
  • 75 g roztopionego i ostudzonego masła
  • szklanka rodzynek
Składniki na kruszonkę
  •  25 g roztopionego i ostudzonego masła
  • mąka
  • cukier
 Uwaga na początek - wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej!

Z drożdży, mleka, szczypty mąki i szczypty cukru zrobić zaczyn. Odstawić na ok. 20 minut.

Po tym czasie wsypać mąkę do miski, dolać zaczyn i dodać pozostałe składniki, wymieszać i wyrobić. Odstawić w ciepłe miejsce aby podwoiło swoją objętość (zazwyczaj zabiera to około godziny).

Nagrzać piekarnik na 180 stopni. Formę natłuścić. Rodzynki sparzyć, odcedzić, obsypać mąką. Dodać je do ciasta i jeszcze raz wyrobić. Dobrze wyrobione ciasto drożdżowe charakteryzuje się tym, że przestaje kleić się do rąk. Wyłożyć ciasto na blachę. Zrobić kruszonkę, tzn. do masła dosypywać mąkę i cukier aż będzie się ładnie kruszyć (ja to robię na oko). Posypać kruszonką ciasto. Piec ok. 45 minut.

12 września 2010

Pierwszy tort

Ten tort był pierwszy z kilku powodów. Po pierwsze, to pierwszy tort jaki przygotowałam. Po drugie, to pierwszy tort urodzinowy mojego synka. Tak czy inaczej był wyjątkowy.

Przygotowałam go tak, aby nie bać się i dać jubilatowi do spróbowania. Przede wszystkim zrobiłam specjalny biszkopt bez proszku do pieczenia i z małą ilością cukru. Opierałam się na przepisie na biszkopt z morelami ze strony Przepisy kulinarne dla niemowląt. Ale tak naprawdę to mogłam sama go wymyśleć, bo biszkopt jak biszkopt, dużo do wykombinowania to nie ma. Poza tym zamiast kremu było tylko trochę bitej śmietany bez cukru. A do ozdoby owoce. O dziwo, mimo że takie zdrowe, to wyszło nawet smaczne.

Składniki na biszkopt
  • 5 jajek
  • szklanka mąki
  • pół szklanki cukru
Jajka umyć, oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na gęstą pianę, dodać cukier i nadal ubijać. Dodać żółtka i delikatnie wymieszać trzepaczką. Powoli dodawać przesianą mąkę i mieszać. Wylać do natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia formy. Piec 15 minut w 180 stopniach.

Ja piekłam w prostokątnej formie. Gdy mój biszkopt wystygł podzieliłam go na pół i z każdej połówki wycięłam kształt lokomotywy. Spód posmarowałam bitą śmietaną i wyłożyłam połówkami winogron i owocami borówki amerykańskiej. Na to nałożyłam górną część, posmarowałam resztą śmietany i udekorowałam połówkami winogron i brzoskwinią pociętą na plastry.


Sto lat Maluszku!