Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiadowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiadowe. Pokaż wszystkie posty

3 kwietnia 2015

Ośmiornica z woka

To pierwsze moje podejście do ośmiornicy. Udało się dzisiaj, bo małżonek zgodził się łaskawie stwierdzając „niech będzie w Wielki Piątek, skoro i tak tego dnia muszę się męczyć”. Żeby nie było mu tak całkiem przykro, to zrobiłam ją trochę na orientalnie, bo w takiej formie najchętniej (co nie znaczy, że chętnie) je morskie żyjątka. Nie jest to jednak żadne „po chińsku”, ani nic z tych rzeczy. Po prostu moja impresja na temat.

Składniki:
  • 1 ośmiornica (800 g – 1 kg)
  • 3 ząbki czosnku
  • cebula
  • plaster imbiru (grubości ok. 5 cm)
  • 500 g warzyw (użyłam gotowej mrożonej mieszanki, można też dać obrane i pokrojone: marchewkę, fasolkę, groszek, kukurydzę)
  • kilka garści grubych kiełków (dałam słonecznik i fasolę mung, może też być np. soja) 
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • przyprawy: świeżo mielone chilli i pieprz
  • olej i oliwa do smażenia
Z racji pierwszego podejścia do ośmiornicy skorzystałam z rad ekspertów i przygotowałam ją według wskazówek z Kwestii Smaku.

Przygotowanie ośmiornicy:
Rozmrozić. Na opakowaniu kazali rozmrażać 12 godzin w lodówce, ale dla mojej było to za krótko i w efekcie rozmrażała się ponad 24 godziny. Rozmrożoną dokładnie spłukać zimną wodą. Następnie włożyć do garnka z obranymi ząbkami czosnku i kilkoma łyżkami oliwy, podgrzać i dusić pod przykryciem. Kwestia Smaku zaleca, żeby przykrycie było bardzo szczelne, bo inaczej się udusi. Dlatego dusiłam w szybkowarze, bez włączonego szybkiego warzenia. To chyba garnek z najszczelniejszą pokrywką z tych, które mam. Dusić tak przez półtorej godziny. I ośmiornica przygotowana. Zaskoczenie początkującego: ośmiornica mi zmieniła zewnętrzny kolor z szarego na fioletowawy.

Pokroić cebulę, czosnek z ośmiornicy, imbir i ośmiornicę. Sos powstały z ośmiornicy podgrzewać odkryty, aby się zredukował. Rozgrzać woka z olejem po czym wrzucić na niego cebulę, czosnek i imbir i chwilę podsmażyć. Dodać warzywa (mrożone rozmrażam przed, wbrew zaleceniom, bo inaczej puszczają dużo wody i robi się zupa) i smażyć kilka minut. Wlać sos sojowy i przyprawić. Broń Boże nie solić, ośmiornica + sos sojowy dają wystarczającą słoność. Na koniec wrzucić ośmiornicę, kiełki i zredukowany sos. Chwilę jeszcze podgotować.

5 grudnia 2013

Kurczak w winie i mustardzie

Na dzisiejszy obiad przygotowałam takiego oto kurczaka. Przygotowywałyśmy go wspólnie, choć każda we własnej kuchni, z Malwinną, Martynosią i Siaśką.
Robiłyśmy według tego przepisu.

Składniki:
2 łyżki oliwy
ok. kilograma udek lub pałeczek z kurczaka (ja wzięłam cztery tzw. ćwiartki)
sól i świeżo mielony pieprz
4 szalotki (zamieniłam na małe cebulki)
3 ząbki czosnku
pół szklanki wytrawnego białego wina
szklanka bulionu z kurczaka
ćwierć szklanki musztardy francuskiej
łyżka tymianku
2 łyżki estragonu, do przybrania

Piekarnik rozgrzać do 190 stopni, a oliwę na patelni. Części kurczakowe posolić i popieprzyć i smażyć ok. 10 minut, aby przybrązowiały. W międzyczasie obrać cebulę i czosnek. Cebulę pokroić w półplasterki, czosnek w cieniutkie plastereczki. Podsmażonego kurczaka przełożyć do naczynia żaroodpornego. Cebulę i czosnek wrzucić na patelnię po kurczaku i smażyć kilka minut. Po tym dodać wino, bulion, musztardę i tymianek i zagotować. Zalać tym wszystkim kurczaka, przykryć i wstawić do pieca. Piec ok. 45 minut. Następnie wyjąć kurczaka, sos przełożyć z powrotem na patelnię i gotować ok. 10 minut, aby zmniejszył dwukrotnie objętość i zgęstniał.  Polać kurczaka, posypać estragonem i podawać.


29 września 2013

Kaczka orientalna

Przepis na tę kaczkę jest oparty na znalezionym w książce „Makarany orientalne”, którą kupiłam głównie dlatego, że była w hipermarkecie w dwupaku z książką o lodach. Ale skoro już ją mam, to będę wypróbowywać różne przepisy. W tym makaron występuje tylko jako dodatek i równie dobrze można by to zrobić z ryżem. Z moich modyfikacji najważniejszą jest to, że zamiast ananasa użyłam marynowanej cukinii, co sprawiło, że potrawa wyszła dość kwaśno-octowa. Z ananasem byłoby na pewno słodsze. Ale że mój mąż nie lubi mięsa na słodko, zwłaszcza z owocami, to nawet lepiej wyszło.

Z ciekawostek – w mojej mieścinie jedynym miejscem, gdzie udało mi się kupić kaczynę była Biedronka. A że kaczka tam jest tylko w całości, to musiałam sama wykroić potrzebne filety. I w ten sposób reszta ptaka czeka na niezwłoczne upieczenie.

Składniki:

  • dwa filety z piersi kaczki po ok. 175 g każdy (o dziwo rzeczywiście mi tak wyszło)
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 2 łyżki wina (najlepiej ryżowego lub wytrawnego sherry)
  • łyżeczka przyprawy pięciu smaków
  • 3 łyżeczki cukru (w oryginale 1, ale chciałam z cukinią trzeba więcej)
  • czerwona papryka
  • 5-centymetrowy kawałek imbiru
  • 1/4 kg cukinii a la ananas
  • 2 dymki (ale ja dałam więcej, bo miałam młode i chudziutkie)
  • olej do smażenia
  • sól
  • makaron ryżowy
Makaron można ugotować na początku, tylko potem trzymać w cieple.
Kaczkę pokroić w paski, wymieszać z sosem, winem i pięcio-przyprawą. W oryginalnym przepisie nie piszą czy cukier dodać w tym momencie, czy późnej (typowe dla książek kucharskich zapomnienie któregoś z wymienionych na początku składników). Ja dodałam później, ale myślę, że lepiej by było od razu. Kaczkę wraz z marynatą przykryć i odstawić na min. 20 minut. W międzyczasie paprykę oczyścić i pokroić na paseczki, imbir obrać i też spaskować a dymki podzielić na część białą i zieloną i każdą osobno posiekać. Rozgrzać woka, wrzucić kaczkę (bez marynaty, ale nie wylewać jej) i smażyć mieszając przez 2 minuty.  Dodać paprykę, imbir i białe z dymek. Dalej smażyć przez 3-4 minuty. Dolać pozostałą marynatę i cukinioananasa, posolić do smaku. Smażyć jeszcze minutę lub dwie. Podać posypane zieloną częścią dymek.

Tym razem nam wytłumaczenie na fatalność zdjęcia – było robione komórką, bo chwilowo nie mam dostępu do mojego aparatu.


Przepis dodaję do akcji:

18 kwietnia 2013

Pulao z groszkiem

Na dzisiaj zaplanowane zostało wspólne gotowanie pilawu. Przeglądałam różne przepisy, ale jakoś nic mi nie pasowało. Aż dowiedziałam się, że pulao też jest pilawem. Eureka! To pulao z groszkiem robię dość często, bo jest proste, smaczne i niedrogie.  Zwłaszcza często robię je zimą, bo mrożony groszek świetnie działa jako jakieś warzywo, gdy nie ma dobrych świeżych. Ale na blogu jakoś jeszcze to pulao nie zagościło. Więc zrobiłam je tym razem na definitywne pożegnanie zimy.

Jak większość przygotowywanych przeze mnie potraw indyjskich ten przepis pochodzi z „Kuchni indyjskiej wegetariańskiej”.

 Składniki:
  • 2 szklanki długoziarnistego ryżu (najlepiej basmati, bo inne lubią się kleić), czyli ok 400 g
  • 300-400 g mrożonego zielonego groszku (akurat paczka)
  • 3,4 szklanki wody
  • 50 g masła
  • łyżeczka mielonego kuminu
  • ćwierć łyżeczki mielonego imbiru
  • łyżeczka kurkumy
  • ćwierć łyżeczki mielonego pieprzu
  • ćwierć łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka garam masali
  • 2 łyżeczki soli
Ryż oczyścić i przepłukać w zimnej wodzie. Roztopić w garnku masło, wrzucić ryż i przyprawy. Przez chwilę smażyć po czym zalać wodą, posolić, zagotować i gotować 5-10 minut. Nie mieszać! W międzyczasie zamrożony groszek opłukać w ciepłej wodzie. Wrzucić na ryż, nie mieszać i gotować jeszcze 10 minut. Zdjąć z ognia i w końcu wymieszać.



Inne blogerki przygotowały pilawy:

31 stycznia 2013

Piwne fish and chips

Czytając tego bloga można by odnieść wrażenie, że gotuję tylko wspólnie z innymi blogerami, a sama z siebie to nic a nic. Oczywiście to nie jest prawda, ale jakoś mało mam samozaparcia ostatnio, żeby wrzucać posty i w efekcie publikuję głównie te, do których mam dodatkową motywację w postaci wspólnego gotowania.
 Jeśli po tym wstępie ktoś miał nadzieję, że będzie coś indywidualnego, bez wspólnego gotowania, to muszę go zawieść. Tym razem też gotowałam z innymi. A konkretnie z Emmą,  Wierą  i Tomkiem. Nasz temat to Fish&Chips lub wariacja na temat.

Tym razem wypróbowałam przepis z książki “How To Make Fish & Chips In A Beer Batter (Authentic English Recipes)”. Ta cała książka jest dokładnym opisem jak zrobić taką rybę z frytkami, z uwzględnieniem dużej ilości szczegółów i alternatywnych wersji, o których tutaj nie będę pisać. Po pierwsze dlatego, że nie do wszystkiego się stosowałam (jak zwykle, wychodzi, że jestem niepokorną kucharką), a po drugie nie będę przecież plagiatować.

U mnie wyglądało to tak:

Składniki:
  • ziemniaki
  • ryba (ja użyłam dorsza, może być mrożona)
  • olej do smażenia
  • ocet słodowy do podania

Składniki na panierkę:(2 razy mniej niż w oryginalnym przepisie)
  • szklanka mąki
  • 7 g drożdży świeżych lub suszonych (u mnie świeże)
  • 85 g piwa (ok. pół szklanki, ja użyłam brown ale)
  • łyżka oleju
  • białko jajka

Jeśli używamy mrożonej ryby to najpierw trzeba ją rozmrozić.
Ziemniaki umyć, obrać i pokroić na frytki. Moczyć w osolonej wodzie przez przynajmniej godzinę, a następnie odsączyć i wysuszyć na papierowych ręcznikach.
Wymieszać składniki panierki z wyjątkiem białka i odstawić na 10 minut.
Usmażyć frytki w gorącym oleju na złoto-brązowo.
W trakcie, jak ziemniaki się smażą, przygotować rybę. Oczyścić, umyć i osuszyć. Do panierki dodać białko i dokładnie wymieszać.Zapanierować kawałki ryby i smażyć w gorącym oleju. Nie używać frytkownicy! Ja jak zwykle zrobiłam ten błąd i panierka częściowo połączyła się z elementami konstrukcyjnymi frytkownicy.Na szczęście większość udało się uratować, ale na przyszłość muszę pamiętać - frytki we frytkownicy tak, panierowana ryba we frytkownicy nie!
W trakcie jedzenia rybę i frytki polewać octem słodowym (malt vinegar). Podobno da się takie cudo kupić w kuchniach świata. Ja na szczęście nie musiałam kupować, bo dostałam taki domowej roboty.
Jako jarzynka posłużył gotowany zielony groszek. Ponoć często się podaje do fish&chips pulpę groszkową, więc jakieś lużne nawiązenie mi wyszło.


Bardzo mi się spodobała ta piwna panierka. Jest leciutka (to dzięki piwnym bąbelkom) i chrupiąca. No i mam kolejną formę ryby, którą mój domowy przeciwnik ryb zaakceptował.

A tak w ogóle to jest to moje drugie podejście do ryby z frytkami. Pierwsze było z wersją dietetyczną.
Enhanced by Zemanta

17 listopada 2012

Meksykański indyk czekoladowy

Ten przepis mam wycięty z „Przyjaciółki” sprzed pięciu lat. Dotychczas przy przeglądaniu wycinków omijałam go szerokim łukiem, bo nazywa się tam „Indyk w sosie czekoladowym”, a mój główny konsument nie lubi mięsa na słodko. Dzisiaj odkryłam, że ten sos wcale nie jest na słodko, tylko zgodnie ze środkowoamerykańską tradycją jest pikantny. Nielubiącymięsanasłodko Konsument był bardzo zadowolony z powstałego dania.

Dla większości przypraw nie było podanej ilości, więc podaję tak jak ja dałam. Moje wyszło ostre.

Składniki:
  • 1 kg piersi z indyka
  • włoszczyzna
  • sól
  • 2-3 łyżki oleju
  • 1 papryka
  • łyżeczka sezamu
  • 2 ząbki czosnku
  • grzanka z jednej kromki chleba
  • 2 łyżki migdałów
  • 2 pomidory
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki pieprzu
  • łyżeczka chilli w proszku
  • 2 łyżki kakao
  • łyżka miękkiego masła
  • łyżka oliwy
Migdały sparzyć i obrać ze skórki. Mięso i włoszczyznę umyć, oczyścić i włożyć do posolonego wrzątku. Gotować aż mięso będzie miękkie po czym wyjąć je z wywaru i odsączyć. Pozostawić 2 szklanki wywaru do sosu. Resztę można wykorzystać do czego innego. Migdały i sezam uprażyć na suchej patelni. Paprykę umyć, oczyścić z pestek, drobno pokroić. Czosnek obrać i posiekać. Pomidory sparzyć, obrać ze skóry, oczyścić i pokroić w kostkę. Grzankę połamać na malutkie kawałki. Na rozgrzanym oleju podsmażyć mięso aż będzie rumiane, po czym włożyć je do czystego garnka. Warzywa, czosnek, grzankę, migdały i sezam zmiksować, dodać przyprawy i masło i wymieszać. Powstałą pastę przesmażyć na oliwie. Mięso zalać tymi pozostałymi dwoma szklankami wywaru, dodać pastę i dusić ok. godziny. Podawać z ryżem ugotowanym na sypko.


Dzisiejsze danie powstało w ramach wspólnego gotowania z Lejdi,  Kabką, Mirabelką, Siaską, Wierą,  Mopsikiem, Bartoldzikiem i Maggie oraz w ramach kolejnego orzechowego tygodnia.


9 listopada 2012

Placek z dynią i kurczakiem

Ta potrawa jest wynikiem mojego natchnienia przy eksperymentowaniu. Eksperymentowaniu tym razem udanym. Wyszło szybko i smacznie.

Składniki:

  • 500 g piersi z kurczaka
  • 1 kg dyni
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • łyżeczka curry
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Pierś umyć, oczyścić i pokroić w kostkę. Podobnie postąpić z dynią. Na głębokiej, dużej patelni podsmażyć kurczaka. Dodać dynię, przykryć i dusić do miękkości dyni. Dodać zmiażdżony czosnek i przyprawy, wymieszać. Do dużego, płaskiego, natłuszczonego naczynia kamionkowego lub żaroodpornego wyłożyć ciasto, tak aby dno było przykryte, a następnie włożyć nadzienie i przykryć pozostałym ciastem. Nie musi być dokładnie cała powierzchnia przykryta. Piec 15-20 minut w temperaturze 200 stopni C.

Dyniowy uśmiech placka:


29 października 2012

Pieczona dynia z boczkiem

Na dzisiaj w naszym wspólnym gotowaniu zaplanowane było wytrawne danie z dynią. Ja zdecydowałam się z tej okazji wypróbować przepis na pikantną dynię pieczoną z boczkiem.

Składniki:
  • dynia
  • wędzony boczek
  • sól
  • mielone chilli
  • oliwa z oliwek
Dynię umyć, wykroić pestki i pokroić na grube plastry. Moim zdaniem nie trzeba obierać, bo skórka po upieczeniu robi się całkiem jadalna, ale jak ktoś jest bardzo wrażliwy na skóry to niech obierze. Boczek  pokroić na cienkie plasterki. Owinąć dynię w boczek, w razie konieczności przymocować wykałaczkami lub szpikulcami. Włożyć do naczynia żaroodpornego. Lekko posolić i posypać chilli. Skropić oliwą. Piec pół godziny w 200°C. W trakcie pieczenia tworzy się troszeczkę sosu dyniowo-boczkowego. Ja użyłam go jako okrasy do kaszy gryczanej i razem stworzył mi się prosty i szybki obiad. 


A oprócz mnie gotowali:

24 października 2012

Zupa z pieczonych pomidorów

Dzisiejsza zupa powstała „na motywach” przepisu z książki Jamiego Olivera. Jak zwykle trochę pozmieniałam, trochę uprościłam, ale podstawa została mniej więcej taka sama.

Składniki:
  • 1,25 kg świeżych pomidorów
  • ćwierć łyżeczki chilli
  • sól, pieprz
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 4 łyżki octu balsamicznego
  • pęczek świeżej bazylii
  • oliwa z oliwek
Pomidory zgrubnie pokroić i wsypać do naczynia żaroodpornego. Pochilliować, posolić, popieprzyć i polać oliwą. Czosnek obrać i rozgnieść. Dorzucić do pomidorów, wymieszać i wstawić na kwadrans do piekarnika rozgrzanego do temperatury 220°C. Obrać i grubo posiekać cebule. W garnku rozgrzać trochę oliwy, wsypać szczyptę soli i cebulę. Smażyć mieszając aż zmięknie. Dolać ocet balsamiczny i dalej podsmażać dopóki nie zgęstnieje. Wyjąć pomidory z piekarnika i dorzucić do garnka. Wymieszać i gotować jeszcze kilka minut. Dodać bazylię (można zostawić parę listków do przybrania) i wszystko zblenderować. Podawać z grzankami (można je robić jednocześnie z pieczeniem pomidorów), przybrać bazylią i ewentualnie kleksem ze śmietany lub jogurtu.


6 października 2012

Krem z marchwi i soczewicy

Dzisiaj nadeszła pora na wspólne zupowanie według tego przepisu. Ja zrobiłam modyfikację marokańską, czyli zamiast płatków chilli i kuminu użyłam harissy, ale dodałam trochę chilli w proszku, soli i pieprzu, aby nadal pozostało pikantne.

Składniki:

  • 600 g marchwi
  • kilka łyżeczek harissy
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 140 g czerwonej soczewicy
  • litr wywaru warzywnego
  • 125 ml mleka
  • sól, pieprz, chilli
Marchew umyć i utrzeć na tarce warzywnej. Nie trzeba obierać! Na szczęście, bo miałam do zużycia bardzo drobną, działkową marchew, której obieranie byłoby katorgą. Harissę podgrzać w garnku, dodać oliwę, marchew, soczewicę, wywar i mleko. Zagotować i gotować kwadrans. Doprawić. Przed podaniem zblenderować. Można udekorować kleksami z jogurtu. W oryginale proponują jeść z chlebkami naan, ja przegryzłam zupełnie innym rodzajem chleba, a mianowicie moim razowym z młóta.

28 września 2012

Laksa

Przyznam się, że mimo że lubię kuchnię orientalną, to o laksie dotychczas nie słyszałam. Dopiero propozycja panny Malwinny do wspólnego gotowania otworzyła mi oczy. I dobrze, bo było to duże niedopatrzenie.
Tym razem gotowaliśmy w składzie: Panna Malwinna, Shinju, Maggie, ja i Michał według tego przepisu.

Składniki:
  • pół kg piersi z indyka
  • czerwona papryka
  • 1-2 łyżki czerwonej pasty curry
  • litr bulionu drobiowego (zamieniłam na warzywny)
  • 225 g cienkiego makaronu ryżowego (zamieniłam na 200 g wstążek ryżowych)
  • 300 g kiełków z fasoli (u mnie nieco mniej – dziecko mi wyjadło w trakcie gotowania – mieszanki kiełków fasoli mung, ciecierzycy i soczewicy)
  • 400 ml odtłuszczonego mleka kokosowego (dałam nieodtłuszczone)
  • sok z jednej limonki
  • 2 łyżeczki cukru
  • kolendra do posypania (zamieniłam na pietruszkę, bo mi bardzo dekoracyjnie wyrosła na balkonie i szkoda, żeby się zmarnowała)
Indyka pokroić w paski, paprykę oczyścić z pestek i też pokroić. W rozgrzanym rondlu podsmażyć przez minutę pastę curry. Wlać bulion i zagotować. Dodać indyka i gotować 5 minut. Dorzucić makaron i gotować kolejne 3 minuty. Dodać paprykę i kiełki i jeszcze 2 minuty gotować. Wlać mleko kokosowe, zagotować i doprawić sokiem oraz cukrem. Rozlać do miseczek i udekorować zieleniną.


Wyszło pysznie kokosowo-pikantne.

13 września 2012

Faszerowane papryki po węgiersku

Dzisiaj w ramach wspólnego gotowania wraz z innymi blogerami przygotowujemy coś węgierskiego do akcji Paprykujemy 3. W celu znalezienia czegoś ciekawego przewertowałam książkę Hungarian Cookbook: Old World Recipes for New World Cooks, Expanded Edition i w oko wpadł mi przepis na faszerowane papryki. Co prawda parę dni temu było wspólne gotowanie z faszerowanymi warzywami, no ale trudno, co zrobić.

Sama książka (a konkretnie e-book, bo z takiej formy korzystałam) jest ładnie wydana, ma spis treści, co niestety w e-bookach kulinarnych standardem nie jest. Większość przepisów jest w dwóch wersjach – przepis oryginalny i dla Amerykanów. Ten akurat był pojedynczy. Widać autor uznał, że jest na tyle prosty, że w Nowym Świecie też sobie z nim poradzą.

Składniki:
  • 8 średnich zielonych papryk (jak kupowałam w moim ulubionym stoisku na bazarku to zabrakło zielonych, więc część wzięłam żółtych i pomarańczowych)
  • 250 g mielonego wołowego
  • 250 g mielonego wieprzowego
  • pół szklanki posiekanej cebuli
  • pół szklanki surowego ryżu
  • łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu
  • półtorej łyżeczki cukru
  • 3 szklanki soku pomidorowego (moim zdaniem to za mało i powinno być dużo więcej)
  • kubek kwaśnej śmietany
Papryki umyć, odciąć wierzchy i oczyścić z ziarenek. Wymieszać mięsa, cebulę, ryż, sól i pieprz a następnie napełnić tą masą papryki i ustawić je w garnku. Masa powinna zajmować ok. 2/3 wnętrza papryki. W końcu ryż musi mieć szansę rozpęcznieć. Wymieszać sok z cukrem i polać papryki. W przepisie mówią, że jak nie pokrywa papryk, to żeby dodać więcej soku. Nie bardzo widzę jak te 3 szklanki miałyby mieć na to szansę. Zużyłam litr, bo więcej nie miałam i i tak było za mało. Dolałam więc trochę wody do garnka obok papryk, co rozrzedziło sos, ale ułatwiło gotowanie.
Gotować ok. godziny. Następnie odlać z sosu szklankę i 5 minut studzić, po czym wymieszać ze śmietaną i wlać z powrotem do garnka.

Potrawa nie pasuje do stereotypów o kuchni węgierskiego, bo jest bardzo łagodna. Ale chyba nie musimy się kierować stereotypami.

A we wspólnym gotowaniu uczestniczyli oprócz mnie


7 lipca 2012

Zielona pierś z kurczaka po krzyżacku

W najnowszym numerze National Geographic zamieszczony jest wywiad z kucharzem zajmującym się między innymi odtwarzaniem starożytnych i średniowiecznych przepisów. Wywiad jest bardzo interesujący, polecam do przeczytania. Przede wszystkim jest tam dużo ciekawostek, w tym właśnie sposób w jaki kucharz wielkiego mistrza krzyżackiego przyrządzał tzw. „zieloną kurę”. Spróbowałam zrobić uwspółcześnioną wersję tej potrawy (sama pierś zamiast całej kury, olej zamiast smalcu itd.)

Składniki:
  • pierś z kurczaka
  • jajko
  • 1/3 szklanki mąki razowej
  • woda wymieszana pół na pół z mlekiem (mnie weszła ok. połowa objętości mąki, czyli 1/6 szklanki)
  • szczypta soli
  • kilka łyżek drobno posiekanej natki pietruszki
  • olej do smażenia
Pierś umyć, oczyścić, pokroić na kotlety. W misce roztrzepać jajko, posolić, dodać mąkę i wymieszać, następnie powoli dolewać mleko z wodą, tak aby powstało gęste ciasto naleśnikowe. Kurczaka zanurzać w cieście, po czym panierować w natce pietruszki. Smażyć z obu stron w głębokim tłuszczu.


Pietruszki powinno być bardzo dużo, ja miałam trochę za mało (nie postarała się skubana, nie wyrosła mi na balkonie w odpowiedniej ilości), co widać na zdjęciu. Lepiej by było, jakby cała powierzchnia była pokryta. 
Niezależnie jednak od tego eksperyment uznaję za udany, bo wyszło pyszne. 
A już za tydzień Grunwald…

(Zielnik Kuchenny 2012

30 czerwca 2012

Łosoś Kung Pao

Dzisiaj kończy się akcja „Kuchnia chińska 2012”. Z tej okazji wypróbowałam przepis na smażonego łososia z orzeszkami ziemnymi z e-booka “Authentic Chinese Seafood Recipes - Step by Step Cooking Guide (Easy, Quick & Delicious!)” Kevina Woo.

Składniki:

  • 200-300 g filetu z łososia
  • pół szklanki orzeszków ziemnych
  • dymka
  • 1-2 łyżki pieprzu syczuańskiego
  • łyżka mielonego czarnego pieprzu
  • łyżka wina (najlepiej chińskiego lub wytrawnego sherry)
  • 5 łyżek oleju
  • łyżka octu ryżowego
  • łyżka jasnego sosu sojowego
  • łyżka cukru
  • łyżka soli (ja dałam tylko łyżeczkę i dobrze, bo było i tak mocno słone)
  • łyżka skrobi kukurydzianej
Łososia pokroić na centymetrową kostkę, wymieszać z winem i czarnym pieprzem i marynować ok 10 minut. Dymkę pokroić. Rozgrzać olej w woku, ale nie bardzo mocno (żeby jeszcze nie dymił). Usmażyć orzeszki, ale nie przesadzić z tym, tzn. nie spalić (mnie się ta sztuka udała tylko częściowo). Wyłowić orzeszki i odsączyć na papierowym ręczniku. Wymieszać w misce ocet, sos sojowy, cukier, sól i skrobię i odstawić. Na pozostałym oleju podsmażyć pieprz syczuański (ok. minuty) dodać łososia wraz z marynatą i smażyć mieszając, dopóki nie zmieni koloru. Dodać dymkę i wymieszane przyprawy, dalej smażyć mieszając przez ok. 30 sekund lub do czasu aż sos zgęstnieje. Dołożyć usmażone orzechy, wymieszać i jeść ciepłe.




24 czerwca 2012

Wieprzowina z papryką po syczuańsku

Na dzisiejsze wspólne gotowanie w ramach Kuchni Chińskiej 2012 Shinju zaproponowała syczuańską wieprzowinę z papryką. Przepis pochodzi z książki „Easy stir-fry”, wyd. Marks and Spencer.

Składniki:
  • 0,5 kg polędwiczki wieprzowej, pokrojonej w kostkę 
  • marynata:
    • łyżka sosu sojowego
    • szczypta płatków chili (nie miałam, więc dałam chili w proszku)
  • 2 łyżki mąki kukurydzianej 
  • 3 łyżki sosu sojowego 
  • łyżka białego octu winnego 
  • 250 ml wody 
  • 2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych (użyłam rzepakowego)
  • 2 pory
  • 1 czerwona papryka, pokrojona w paseczki
  • 1 cukinia
  • 1 marchew
  • szczypta soli
Polędwiczkę pokroić w kostkę. Wymieszać składniki marynaty, dodać mięso i odstawić do lodówki na pół godziny. Białą część porów pokroić w cienkie plasterki, a paprykę, cukinię i marchewką po wstępnym przygotowaniu pokroić w słupki. 
W małej misce połączyć sos sojowy, mąkę kukurydzianą i biały ocet. Mieszając dodawać stopniowo wodę i odstawić. Rozgrzać mocno 1 łyżkę oleju w woku lub na patelni. Wrzucić wieprzowinę z marynatą i smażymy mieszając przez 2-3 minuty. Wyjąć mięso łyżką cedzakową i odłkłożyć. Rozgrzać drugą łyżkę oleju, wrzucić pora i paprykę, smażyć 2 minuty, dodać cukinię, marchew i sól, smażyć kolejne dwie minuty. Cały czas podczas smażenia mieszać. Dodać mięso i sos, podgrzewać, dopóki sos  nie zgęstnieje. Podawać z ryżem




Tę potrawę przygotowałyśmy w gronie:

22 czerwca 2012

Minestrone prawie po lombardzku

Przygotowując tę zupę opierałam się na przepisie na lombardzkie minestrone z książki „Encyklopedia kuchni włoskiej. 1001 oryginalnych przepisów”. Ale opierałam się dość zgrubnie, wychodząc z założenia, że na minestrone nie ma jednego słusznego przepisu i przygotowuje je się w zależności od tego, co akurat jest dostępne.

Składniki:
  • 3 łyżki oliwy
  • 2 cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 ziemniaki
  • 4 pomidory
  • 2 marchewki
  • duża cukinia
  • łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 4 posiekane świeże listki szałwii
  • łyżka posiekanych świeżych liści rozmarynu lub łyżeczka suszonego
  • puszka czerwonej fasoli
  • 4,5 litra wrzątku
  • 1 kwiat brokułu
  • puszka ciecierzycy
  • sól, pieprz
  • szklanka ryżu
  • parmezan
Wszystkie warzywa przygotować i pokroić w kostkę, czosnek posiekać. W garnku rozgrzać oliwę. Wrzucić cebulę, czosnek, ziemniaki, pomidory, marchewki, cukinię, pietruszkę, szałwię, rozmaryn i fasolę. Zalać wrzątkiem. Gotować przynajmniej 40 minut. Dodać brokuła i ciecierzycę, gotować dalsze kilkanaście minut. Posolić, popieprzyć, wsypać ryż i gotować jeszcze 20 minut. Przed podaniem posypać parmezanem.



To minestrone powstało w ramach wspólnego gotowania z Pelą, Malwinną, Maggie i Tu-tusią na inaugurację IV Letniego Festiwalu Zupy.

IV Letni Festiwal Zupy

12 czerwca 2012

Kurczak cytrynowy

Tym razem wykorzystałam przepis z dwujęzycznej (chińsko-angielskiej) książki, której angielski tytuł brzmi "Everyday Dishes". Książka była kupiona w Szanghaju, więc jej chińska oryginalność jest nie do podważenia. Gorzej jest z angielskim tekstem, który jest mniej kompletny niż chiński i ma błędy (trochę już o tym pisałam przy okazji sałatki z ogórka), ale niestety chińskim nie władam. Trochę starałam się to okiełznać, stąd moje przypisy w nawiasach.

Składniki:

  • dwa kawałki piersi z kurczaka (ze zdjęcia wychodzi mi, że to nie były całe dwie piersi, tak czy siak zamieniłam na 400g indyka, bo akurat to miałam pod ręką)
  • łyżka wina
  • łyżka sosu sojowego
  • białko z połowy jajka
  • skrobia kukurydziana (dałam w zamian czubatą łyżkę mąki kukurydzianej)
  • pół łyżki ketchupu
  • pół łyżki cukru
  • sól (dałam pół łyżeczki)
  • sok z połowy cytryny (co do tej cytryny to mam pewne wątpliwości, bo na zdjęciach w książce jest raczej limonka, ale jednak wzięłam cytrynę, bo akurat miałam taką, która potrzebowała być szybko wykorzystana)
  • posiekana natka pietruszki (dałam łyżeczkę)
Kurczaka pokroić w paski i marynować w winie z sosem sojowym przez ok. 20 minut. Następnie zanurzyć w skrobi wymieszanej z jajkiem i szybko smażyć na rozgrzanym oleju na złoty kolor. Wymieszać sok, ketchup, cukier, sól i natkę i polać tym gotowe mięso.



Przepis dodają do akcji

(Kuchnia chińska 2012-ZAPROSZENIE

23 kwietnia 2012

Ciećburger

Dzisiejsze „wspólne” burgery z ciecierzycy robiliśmy według tego przepisu.

Składniki na burgery:

  • 540 g ciecierzycy z puszki lub namoczonej i ugotowanej suchej (ok. 200 g suszu)
  • 4 dymki pokrojone w półplasterki
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mąki
  • łyżka posiekanego świeżego oregano (zamieniłam na łyżeczkę suszonego)
  • pół łyżeczki mielonego kuminu
  • ćwierć łyżeczki soli

  • 2 łyżki oliwy do smażenia
  • do podania: przekrojone i podgrzane pity (w przepisie podane były 2, ja użyłam 4 – po jednej na burgera)
Składniki na sos:
  • 2 łyżki pasty tahini
  • pół szklanki jogurtu
  • łyżka soku z cytryny
  • 1/3 szklanki posiekanej natki pietruszki
  • ćwierć łyżeczki soli
Składniki burgerów miksować pulsacyjnie aż do uzyskania wilgotnej, trzymającej się siebie i formowalnej masy. Uformować z niej cztery burgery. Smażyć na rozgrzanej oliwie po 4 minuty z każdej strony. W międzyczasie wymieszać składniki na sos.
Nakładać burgery i sos do ciepłych pit. Można również włożyć jakąś sałatkę do środka, albo podać osobno (wybrałam osobno).
A oto jak mój ciećburger udaje, że pokazuje język.


Burgery robili też:


2 marca 2012

Czerwone curry z rybą

Poniższy przepis opiera się na przepisie z książki 114 Thai Food Recipes. Opiera się z grubsza, ponieważ przepisy w tej książce są bardzo ogólne i połowa składników w przepisie ma adnotację “optional”. Wybrałam więc te opcjonale, które mi pasowały, kurczaka zamieniłam na rybę (taka propozycja też tam występowała), a oprócz tego od siebie dodałam mieszankę warzyw.

Składniki:
  • 400 ml mleczka kokosowego w puszce (uwaga! niewstrząśniętego!)
  • 2 łyżeczki czerwonej pasty curry
  • 2 ząbki zmiażdżonego czosnku
  • 2 plasterki zmiażdżonego imbiru
  • 450 g białej ryby
  • mała cebula
  • 400 g mieszanki warzywnej (np. z mrożonki)
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 2 łyżki cukru
Warzywa ugotować na parze na półmiękko. Rybę pokroić w dużą kostkę, cebulę obrać i pokroić w kostkę. Ostrożnie otworzyć puszkę z mleczkiem, zebrać z wierzchu śmietankę i wyłożyć ją do woka. Ustawić pod wokiem średni ogień i zabuglotać śmietankę. Dodać pastę curry, czosnek i imbir i smażyć z mieszaniem przez 2-3 minuty, albo do momentu aż mieszanka pokryje się tłustawą warstewką. Dodać rybę, wymieszać z miksturą i smażyć 2 minuty. Wlać mleczko kokosowe, dodać cebulę i warzywa. Wymieszać i gotować jeszcze 10 minut. Dodać sos rybny i cukier i mieszać, dopóki cukier się nie rozpuści. Przed podaniem można jeszcze wmieszać ćwierć szklanki posiekanych liści bazylii i do smaku soku z limonki. Podawać oczywiście z ryżem.


Wizualnie moje curry zaistniało w formie bezkształtnej bebeluchy, co na załączonym obrazku widać jeszcze wyraźniej niż było w rzeczywistości.. Spokojnie można je jednak zaliczyć do kategorii Brzydkie ale Pyszne. Powoli staję się coraz większą fanką kuchni tajskiej.

1 marca 2012

Shōyu ramen

Mamy prawdziwy maraton wspólnego gotowania. Dzisiaj jednak zupełna zmiana klimatu – z Arabii wędrujemy do Japonii. Na rozpoczęcie akcji Kuchnia japońska spotkaliśmy się (oczywiście wirtualnie) w następującym gronie: Maggie, Pela, Michał, Ania, Panna Malwinna i ja, aby ugotować ramen.

Żeby nie było, doszkoliłam się, wiem, że jest kilka rodzajów ramenu, ale i tak każdy kucharz robi po swojemu. Z rodzajów wybrałam ramen sojowy, bo ponoć jest najostrzejszy. Z przepisem miałam problem, bo przepisy na stronach japońskich były niezrozumiałe nawet po przejściu przez nie translatora googli (ach ta inna składnia i gramatyka), a na stronach europejskojęzycznych były każdy inny i do tego też średnio zrozumiałe. Poza tym wielu składników nie udało mi się dostać. Wodorosty japońskie nawet są kupowalne w mojej dziurze, ale tylko takie do sushi itd. W efekcie na podstawie kilku przepisów (ale głównie tego) zrobiłam ramen „po mojemu”, czyli trochę „jak mały Kazio (tfu, mała Dobromiłka) wyobraża sobie ramen”. To tak gwoli uczciwości. Ale mam nadzieję, że wyobrażam sobie całkiem zgodnie z rzeczywistością.

Składniki:
  • 2 litry wywaru z kurczaka
  • por
  • 4 ząbki czosnku
  • duży kawał korzenia imbiru (u mnie 50 g)
  • 5 łyżek sosu sojowego
  • 750 g polędwiczek wieprzowych (2 sztuki)
  • dodatkowy sos sojowy do smarowania mięsa (kilka łyżek)
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • 400-600 g makaronu (oczywiście najlepiej japońskiego, ale z braku takowego użyłam długiego makaronu jajecznego)
  • 3 dymki
  • 200 g liści szpinaku (powinien być świeży, ale miałam tylko mrożony, co tam, w zupie i tak by sflaczał)
Por umyć, oczyścić i pokroić w plasterki, czosnek obrać ze skóry, imbir obrać i pokroić w plasterki lub zgrubną kostkę. Zagotować wywar (jeśli wywar dopiero co stworzyliśmy, to niech będzie razem z kurczakiem) z porem, czosnkiem, imbirem i 5 łyżkami sosu sojowego, po czym zmniejszyć ogień i dalej gotować. W tym czasie na dużej patelni rozgrzać trochę oleju, umyć wieprzowinę, posolić ze wszystkich stron i smażyć po ok. 6 minut z każdej strony (aby zbrązowiała). Włożyć wieprzowinę do gotującego się wywaru i gotować jeszcze 2 godziny. Następnie wyjąć wieprzowinę, odcedzić z rosołu wszystko inne i odrzucić. Tu można zrobić przerwę, wieprzowinę włożyć do lodówki, rosół takoż, lub nawet go zamrozić na kiedy indziej.
Po przerwie, lub jej braku, wieprzowinę pokroić w plastry, posmarować sosem sojowym i przypiekać (na grillu lub w piekarniku) ok. 5 minut. Dymki pokroić na cienkie paski. Ugotować makaron.
Do każdej miseczki nałożyć kilka plastrów polędwicy, 25 g szpinaku, trochę dymki, pół jajka i zalać gorącym rosołem.


Teraz będą osobiste wynurzenia. Mnie ramen kojarzy się jednoznacznie z tą postacią:
(tak, ten obrazek nie jest mojego autorstwa, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby jakiegoś nie wstawić)
Kto to? Shindou Hikaru – tytułowy bohater mangi i anime „Hikaru no go”, jedynej anime, którą obejrzałam w całości i jedynej mangi, którą w całości przeczytałam. Hikaru, oprócz tego, że gra w go (to właśnie powód, dla którego zajrzałam do tej kreskówki, bo fanką anime w ogólności nie jestem), jest również fanem ramen. Oglądając, jak to zajada, ramen kojarzyło mi się raczej ze spaghetti niż z rosołem z dodatkami. Trochę się więc zdziwiłam, jak więcej poczytałam na temat tej potrawy. Moje wyobrażanie wynikało chyba z tego, że na filmie były narysowane głównie kluski i że je się to pałeczkami, a nie łyżką. Owszem na końcu Hikaru wychłeptywał rzadkie z miski, ale to mi nie dało do myślenia.

A na koniec, żeby powrócić do kulinarnych klimatów, banerek akcji japońskiej:
(kuchnia japonska-zaproszenie