Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia 2013

Zupa z żółtych pomidorów

Na dzisiaj zaplanowaliśmy wspólnie ugotować zupę pomidorową do akcji Warzywa psiankowate 2013. Wydawało by się, że nie ma nic prostszego niż pomidorówka i trudno tu coś wymyślić oryginalnego. Ha! Wbrew pozorom jest tu dużo miejsca do popisu. Zaczynając od różnych rodzajach pomidorów, poprzez różne dodatki, a kończąc na sposobach przygotowania.

Ja zrobiłam najprostszą, klasyczną zupę, ale nie z czerwonych pomidorów, a z żółtych. Trochę jak w tej anegdocie o babci, której wnuczek lubił tylko pomidorówkę i która wmawiała mu, że każda zupa jest pomidorowa. Barszcz biały - pomidorowa z białych pomidorów, szczawiowa - pomidorowa z zielonych pomidorów itd. Tyle tylko, że u mnie to tak naprawdę.

Składniki:
  • 1 kg żółtych pomidorów
  • łyżka oliwy z oliwek
  • 2 marchewki
  • mały por
  • mały seler
  • 1,5 l wody
  • sól, pieprz
Włoszczyznę obrać, oczyścić, zalać wodą, zagotować. Pomidory pokroić na ćwiartki, włożyć do naczynia żaroodpornego, skropić oliwą i włożyć do nagrzanego piekarnika. Wywar gotować 15 minut i tyle samo piec pomidory. Można je obrać ze skórki, ale ja tego nie zrobiłam i drobne fuzle skórkowe potem były w zupie. Moim zdaniem nieprzeszkadzające. Następnie zblendować/zmiksować zarówno wywar jak i pomidory po czym wymieszać (lub odwrotnie: najpierw wymieszać a potem zmiksować).

Podawać z makaronem, grzankami, kleksami śmietany czy czym tam lubimy. U mnie były grzanki z razowego chleba.



Zupa o dziwo nie jest żółta a pomarańczowa. A w smaku? Niewiele się różni od zwykłej pomidorowej. Co raczej jest plusem, bo surowe żółte pomidory to nie do końca przypadły mi do gustu. Są trochę za bardzo kartoflowate. Chociaż to i tak lepiej niż czarne, przed którymi mam większe opory, bo wyglądają jak zgniłe.

Razem ze mną gotowali: Maggie, Panna MalwinnaPela, Bartoldzik, MopsikMirabelkaChantel i Martynosia.

27 czerwca 2013

Wegańskie ciasteczka marchwiowe

Dzisiaj razem z Panna Malwinną, Maggie,  Siaśką, Bartoldzikiem, Martynosią i Mirabelką przygotowywaliśmy coś wegańskiego. Ja zdecydowałam się zrobić z tej okazji ciasteczka.
Przy pieczeniu tych ciasteczek wykorzystałam przepis znaleziony u Edysi. Trochę go zmodyfikowałam i dzięki temu moje ciasteczka stały się wegańskie, bo w oryginale nie były.

Składniki:
  • 200 g oleju
  • 100 g marchewki startej na drobnej tarce
  • 2 szklanki mąki, ja dałam pół na pół mąkę pszenną razową i pszenną zwykłą
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanki cukru
Wymieszać wszystkie składniki i wykładać masę na papier do pieczenia, formując bardzo płaskie ciasteczka. Piec 10-15 minut w 180 stopniach. 

Substrat i produkt:


3 listopada 2012

Jesienne kanapki na ciepło

Dzisiaj na śniadanie zaeksperymentowałam. Kanonicznie dodatkiem do kanapek z masłem orzechowym powinien być banan, ale spróbowałam zastąpić go gruszką. Wyszło ciekawie, chłopaki pochłonęli kanapki ekspresowo i stwierdzili, że są bardzo smaczne.

Składniki:
  • chleb na zakwasie
  • masło orzechowe
  • gruszka
  • ziarna sezamu
Chleb pokroić na kromki, posmarować masłem orzechowym. Gruszkę pokroić na cienkie plasterki i położyć na połowie kromek, po czym posypać je sezamem. Kromki z gruszkami przykryć pozostałymi. Podgrzać w opiekaczu.


26 października 2012

Bawarskie precle

Przepis na te precle znalazłam w letnim numerze „Piwowara” w rubryce prowadzonej przez Piwowarkę Agę.

Składniki:

  • 4 szklanki mąki pszennej chlebowej
  • półtorej szklanki letniej wody
  • 2,5 dag drożdży
  • łyżka cukru
  • 3 łyżki sody oczyszczonej
  • łyżeczka soli
  • gruboziarnista sól do posypania
Drożdże rozrobić z cukrem w połowie wody. Dodać mąkę, sól i resztę wody. Wymieszać i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia. Ponownie zagnieść. Odrywać po kawałku, formować wałeczki i zawijać je w precle. W garnku zagotować litr wody, dodać sodę, delikatnie zanurzać precle i gotować je paręnaście sekund od wypłynięcia. Wyłowione i odcedzone wyłożyć na blasze pokrytej papierem do pieczenia, posypać grubą solą (ja użyłam soli od Peli, sprawdziła się rewelacyjnie), ewentualnie ponacinać w paru miejscach. Piec 10 minut w 200°C.


Za tło zdjęcia robi kieliszek z dunkelem. Aga poleca te precle do weizena, ale z dunkelem też dobrze smakują. W końcu i to i to to piwo pszeniczne.

24 października 2012

Zupa z pieczonych pomidorów

Dzisiejsza zupa powstała „na motywach” przepisu z książki Jamiego Olivera. Jak zwykle trochę pozmieniałam, trochę uprościłam, ale podstawa została mniej więcej taka sama.

Składniki:
  • 1,25 kg świeżych pomidorów
  • ćwierć łyżeczki chilli
  • sól, pieprz
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 4 łyżki octu balsamicznego
  • pęczek świeżej bazylii
  • oliwa z oliwek
Pomidory zgrubnie pokroić i wsypać do naczynia żaroodpornego. Pochilliować, posolić, popieprzyć i polać oliwą. Czosnek obrać i rozgnieść. Dorzucić do pomidorów, wymieszać i wstawić na kwadrans do piekarnika rozgrzanego do temperatury 220°C. Obrać i grubo posiekać cebule. W garnku rozgrzać trochę oliwy, wsypać szczyptę soli i cebulę. Smażyć mieszając aż zmięknie. Dolać ocet balsamiczny i dalej podsmażać dopóki nie zgęstnieje. Wyjąć pomidory z piekarnika i dorzucić do garnka. Wymieszać i gotować jeszcze kilka minut. Dodać bazylię (można zostawić parę listków do przybrania) i wszystko zblenderować. Podawać z grzankami (można je robić jednocześnie z pieczeniem pomidorów), przybrać bazylią i ewentualnie kleksem ze śmietany lub jogurtu.


22 czerwca 2012

Minestrone prawie po lombardzku

Przygotowując tę zupę opierałam się na przepisie na lombardzkie minestrone z książki „Encyklopedia kuchni włoskiej. 1001 oryginalnych przepisów”. Ale opierałam się dość zgrubnie, wychodząc z założenia, że na minestrone nie ma jednego słusznego przepisu i przygotowuje je się w zależności od tego, co akurat jest dostępne.

Składniki:
  • 3 łyżki oliwy
  • 2 cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 ziemniaki
  • 4 pomidory
  • 2 marchewki
  • duża cukinia
  • łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 4 posiekane świeże listki szałwii
  • łyżka posiekanych świeżych liści rozmarynu lub łyżeczka suszonego
  • puszka czerwonej fasoli
  • 4,5 litra wrzątku
  • 1 kwiat brokułu
  • puszka ciecierzycy
  • sól, pieprz
  • szklanka ryżu
  • parmezan
Wszystkie warzywa przygotować i pokroić w kostkę, czosnek posiekać. W garnku rozgrzać oliwę. Wrzucić cebulę, czosnek, ziemniaki, pomidory, marchewki, cukinię, pietruszkę, szałwię, rozmaryn i fasolę. Zalać wrzątkiem. Gotować przynajmniej 40 minut. Dodać brokuła i ciecierzycę, gotować dalsze kilkanaście minut. Posolić, popieprzyć, wsypać ryż i gotować jeszcze 20 minut. Przed podaniem posypać parmezanem.



To minestrone powstało w ramach wspólnego gotowania z Pelą, Malwinną, Maggie i Tu-tusią na inaugurację IV Letniego Festiwalu Zupy.

IV Letni Festiwal Zupy

20 marca 2012

Interkontynentalne pożegnanie zimy - kapuśniak brukselsko-pekiński

Właśnie i w kalendarzu i za oknem żegna nas zima a wita wiosna. Na tę okazję wraz z Pelą, Lejdi, Mopsikiem, Maggie, Michałem, Mirabelką, Wierą i Panną Malwinną przygotowaliśmy specjalne zimowe zupy. Oto moja.

Składniki
  • 2 litry wywaru warzywnego (u mnie z marchewki, selera, pora i cebuli)
  • 500 g brukselki
  • pół główki kapusty pekińskiej
  • łyżka oliwy z oliwek
  • sól
  • pieprz
  • tymianek
Brukselkę umyć i obrać z wierzchnich liści. Pekinkę zgrubnie poszatkować. Ja to robię krojąc ją w poprzek na maszynie do krojenia chleba. Do gorącego wywaru wrzucić kapusty i gotować pół godziny na małym ogniu. Przyprawić i dolać oliwę. Wyjąć z garnka część kapust, resztę zblenderować, po czym z powrotem dorzucić te wyjęte. Jeść.


12 lutego 2012

Kotleciki sojowe

Podchodziłam do tego przepisu z pewnym sceptycyzmem, bo pamiętam smak gotowych kotletów sojowych robionych z czegoś, co przypomina suchą karmę dla psa. Paskudztwo. Ponieważ jednak w mojej szafce od bardzo długiego czasu mieszka torebka soi, to uznałam, że w końcu coś trzeba z niej zrobić i zaryzykowałam.

Zaryzykowałam też w inny sposób. W końcu zebrałam się w sobie i zainaugurowałam nagrodę z ostatniego Gotowania po polsku, czyli szybkowar. Nigdy wcześniej nie używałam takiego urządzenia i trochę się go bałam. Ale jak przeczytałam, że mam tę soję gotować 2,5 godziny normalnie lub 45 minut w szybkowarze to uznałam, że to jest ten moment. Co nie zmienia faktu, że przez ten cały czas ukradkiem zerkałam, czy to piekielne naczynie już się zbiera do wybuchania, czy jeszcze nie.* A przed oczami stała mi scena ze „Śniadania u Tiffany'ego” z szybkowarem w roli głównej.

Składniki:
  • szklanka soi
  • 3 cebule
  • 1 seler bulwowy
  • szklanka płatków owsianych
  • szklanka wody
  • majeranek
  • ostra papryka
  • sól
  • pieprz (to moja inwencja)
  • bułka tarta
  • oliwa do smażenia
Soję namoczyć na noc lub zalać wodą, zagotować, zdjąć z ognia i w tej gorącej wodzie moczyć 2 godziny. Wybrałam tym razem tę drugą opcję, którą znalazłam na ściądze o gotowaniu strączkowych puszki.pl. Wymienić wodę. Gotować 2-2,5 godziny lub 45 minut w szybkowarze. Odcedzić, ostudzić, ale niech pozostanie ciepłe. Zmielić w maszynce. Cebulę obrać i posiekać, seler obrać i zetrzeć na tarce. Podsmażyć oba warzywa, aby zmiękły. Płatki zalać wodą i zagotować. Połączyć soję, cebulę i selera oraz płatki. Przyprawić. Nie żałować przypraw, zwłaszcza soli, bo kotlety jej bardzo potrzebują. Wymieszać a następnie wyrobić ręką. Formować kotleciki, obtaczać w bułce tartej (dzięki temu nie będą się rozpadać) i smażyć na rozgrzanej oliwie.

Przepis pochodzi z książki „Rok w kuchni: jesień/zima”.


Kotlety w niczym nie przypominają tych z „suchej karmy”. Są mięciutkie, z chrupiącą skórką, bardzo smaczne. A szybkowar był grzeczny i nie wybuchł. Przynajmniej tym razem.

Kotleciki uczestniczą w akcji „Warzywa strączkowe”.

Interesujące? Polecam podobny przepis:
Kotlety warzywne

* Tak, tak, wiem, że nowoczesne szybkowary nie wybuchają, że mają te wszystkie zabezpieczenia i tak dalej. Lęki stworzone przez rodzinne opowieści i obejrzane filmy są jednak bardzo trwałe.

1 lutego 2012

Marokańska zupa z soczewicy i ciecierzycy

Powstrzymałam swoje ostatnie lenistwo kulinarne, aby uczestniczyć w kolejnym wspólnym gotowaniu. Tym razem Panna Malwinna zaproponowała zupę według tego przepisu
Niestety mimo poszukiwań nie udało mi się zdobyć szafranu, więc moja wersja jest nieco uboższa smakowo.

Składniki:
  • łyżka oliwy
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku 
  • 2,5 cm korzenia imbiru
  • 3 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 łyżeczki mielonego kuminu
  • pół łyżeczki chili
  • pół łyżeczki nitek szafranu namoczonych w 2 łyżkach gorącej wody (wbrew chęciom u mnie tego zabrakło)
  • 410 g posiekanych pomidorów z puszki, bez skórki
  • łyżka "przyprawy do zup Maggiego" (znalazłam kiedyś takie określenie w przedwojennej książce kucharskiej i do mnie przylgnęło) rozpuszczona w litrze wody (lepiej to wszystko zamienić na litr wywaru)
  • 250 g czerwonej soczewicy
  • 1l wody
  • 410 g ciecierzycy z puszki, odsączonej i opłukanej lub ok. 50 g suszonej
  • po 1/3 szklanki posiekanej kolendry i natki pietruszki (zamieniłam na suszoną natkę selera)
  • sól i pieprz do smaku
Jeśli używamy suszonej ciecierzycy, to należy ją zawczasu namoczyć. Najlepiej na noc.
Cebulę obrać i drobno posiekać,. Czosnek obrać i zmiażdżyć lub bardzo drobno posiekać. Imbir obrać i zetrzeć na drobnej tarce. Rozgrzać oliwę w dużym garze, zeszklić na niej cebulę i podsmażać ok. 5 minut. Dodać czosnek, imbir, kolendrzę , kumin i chilli. Podgrzewać jeszcze minutę. Jeśli się ma to dodać szafran wraz wodą, pomidory, wywar, soczewicę i wodę. Gotować bez przykrycia pół godziny. Następnie dodać ciecierzycę i gotować jeszcze 10 minut. Posolić i popieprzyć. Zdjąć z ognia i wymieszać z naciami. Można podawać z kleksami z jogurtu naturalnego (sprawdziłam, pasuje).

Wersja podstawowa - wegańska

i wersja niewegańska - z jogurtem


Blogerzy, którzy uczestniczyli w tym gotowaniu to:

  • Ania http://wlodarczyki.net/mopswkuchni/
  • Kabka-http://katespiehole.blogspot.com/
  • Mirabelka-http://mirabelkowy.blogspot.com/
  • Maggie-http://maggiegotuje.blogspot.com/
  • Emma-http://emmagotuje.blogspot.com/
  • Dobromiła- http://dobrosmaki.blogspot.com/
  • Pela-http://smakiprzysmaki.blogspot.com/
  • Pluskotka-http://brytfanna.blox.pl/html
  • Michał (Kermet)-http://paszczakgotuje.blogspot.com/
  • Ilonka-http://uwielbiamgotowac.blogspot.com/
  • Panna Malwinna- http://filozofiasmaku.blogspot.com/
  • Shinju- http://kuchenne-wedrowki.blogspot.com/
To wspólne gotowanie inauguruje II Festiwal Kuchni Arabskiej
II Festiwal Kuchni Arabskiej
a oprócz tego ten przepis uczestniczy w akcjach
II Zimowy Festiwal ZupyWarzywa strączkowe

4 grudnia 2011

Gaelicka owsianka

— Musiałem pożyczyć ruszt, aby upiec sztokfisza, Jane. A pani Jimmyjohnowa kazała mi wziąć fotel. Powiedziała, że należał do ciotki Matyldy Jollie, a oni mają więcej bujanych foteli niż czasu, aby na nich siedzieć. Zrobiłem owsiankę a tobie zostało przygotować sztokfisza.

Jane upiekła sztokfisza i przy okazji swoją twarz. Był pyszny, natomiast owsianka trochę grudkowata.

— Tata nie jest dobrym kucharzem, jak sądzę — pomyślała Jane z czułością. Ale nic nie powiedziała i bohatersko przełknęła wszystkie grudki. W przeciwieństwie do taty, który zepchnął je na brzeg talerza i spojrzał na nią z zakłopotaniem.

— Potrafię pisać, moja Jane, ale nie potrafię przyrządzić owsiankowatej owsianki

— Nie będziesz musiał, nigdy więcej nie zaśpię — powiedziała Jane
L. M. Montgomery „Jane z Lantern Hill”

Na prawie koniec akcji 100 lat z Lucy Maud (w kuchni) (dzisiaj jest ostatni dzień jej trwania) postanowiłam zrobić tradycyjne śniadanie z Wyspy Księcia Edwarda. Tradycyjna kuchnia tej części Kanady, tak jak jej mieszkańcy, pochodziła głównie ze Szkocji i Irlandii.

Wiedzę na temat gaelickiej, celtyckiej, szkockiej, irlandzkiej itd. owsianki wzięłam z książki The Scottish-Irish Pub and Hearth Cookbook: Recipes and Lore from Celtic Kitchens Kay Shaw Nelson.
Największe dla mnie zaskoczenie to było to, że tradycyjna tamtejsza owsianka wcale nie jest na mleku. Mój mąż, który nie lubi mleka, był bardzo z tego faktu bardzo zadowolony.
Wykorzystałam przepis podstawowy na owsiankę, na którym bazują wszystkie inne. A zatem oto Matka Wszystkich Owsianek:

Składniki

  • szklanka mielonego owsa (ja zmieliłam płatki owsiane górskie, myślę że płatki błyskawiczne byłyby tu idealne)
  • 2 szklanki wody
  • sól
Zagotować wodę. Zmniejszyć ogień i stopniowo dodawać owies, cały czas mieszając drewnianą łyżką. W książce jest napisane, że tradycyjnie trzeba mieszać zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara (tak jak idzie słońce) i prawą ręką, bo inaczej się nie uda. Stąd ma pochodzić inna (oprócz porridge) nazwa owsianki w Szkocji i Irlandii - stirabout. Na wszelki wypadek mieszałam w tę stronę i tą ręką...
Gotować bez przykrycia, mieszając, ok. 5 minut, aż będzie gęste i miękkie. Przyprawić do smaku solą.
Można podawać z różnymi dodatkami. 

My zjedliśmy po kanadyjsku - z syropem klonowym. O ile czysta słona owsianka, to nie jest to co mi najbardziej smakuje, to już z syropem było pyszne. Maleństwo, nie mając uprzedzeń, zjadło ze smakiem bez dodatków.

No i pocieszyłam się trochę. Nie jestem tak kiepskim kucharzem jak tata Jane. Grudek nie było ;-)



Przepis bierze udział w akcjach:
100 lat z Lucy Maud (w kuchni)
oraz
Festiwal Kuchni Brytyjskiej 2011

7 września 2011

Włoska sałatka z marchwi

Drugi mój wpis do Baru Sałatkowego i znowu Włochy. Przepis pochodzi z "Encyklopedii kuchni włoskiej. 1001 oryginalnych przepisów".

Składniki

  • 4-6 dużych marchewek
  • 2-4 łyżki kandyzowanego imbiru
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki natki pietruszki
  • sok z cytryny
  • ćwierć filiżanki oliwy
  • sól, pieprz
W książce imbir jest podany jako propozycja wzbogacenia smaku, ja zrobiłam tę sałatkę praktycznie wyłącznie z jego powodu.

Marchewki umyć, obrać i utrzeć na grubej tarce. Czosnek i natkę posiekać. Wymieszać marchew, czosnek, pietruszkę i imbir. Dodać sok, oliwę, posolić, popieprzyć i wymieszać. Przed jedzeniem odstawić na pół godziny do lodówki. 


Smakuje ciekawie - bardzo fajna alternatywa wobec tradycyjnej marchewki z jabłkiem.

1 września 2011

Panzanella

Na inaugurację III Baru Sałatkowego w wirtualnej kuchni odbyło się wspólne blogowe kucharzenie. Oprócz mnie były to: Ilonka, Eve, Shinju, Maggie, Tu-tusia, Justyna, Kabka, Kasia, AniaMałgosia, Pela i Panna Malwinna.Wszystkie zabrałyśmy się za włoską sałatkę - panzanellę. Przepis pochodzi z książki wydanej przez Rzeczpospolitą: "Podróże kulinarne. Kuchnia włoska." Moja modyfikacja tym razem polega tylko na wyrzuceniu ogórka. Ci, którzy mnie znają raczej nie powinni być tym zdziwieni. Na wszelki wypadek podaję pełny skład sałatki, sprawy dotyczące ogórka są po prostu skreślone.

Cieszę się, że na wspólne gotowanie został wybrany właśnie ten przepis, bo sama raczej nie zdecydowałabym się go robić. Jest to ten typ przepisu, który omijam szerokim łukiem - za dużo stosunkowo drogich składników. Ale tym razem się szarpnęłam i dobrze, bo odkryłam nowe, fajne smaki.

Składniki:
  • pół długiej ciabatty (250 g) - ja dałam jedną średnią
  • 1 rozgnieciony ząbek czosnku - dałam 3
  • 60 g oliwy (ćwierć szklanki)
  • 1/2 kg pomidorków cherry
  • długi ogórek
  • awokado
  • 50 g opłukanych suszonych kaparów - dałam kilka marynowanych (posiekanych)
  • żółta papryka
  • 2 puszki białej fasoli
  • pół szklanki grubo pokrojonych świeżych liści bazylii
  • pół szklanki soku pomidorowego
  • ćwierć szklanki octu z czerwonego wina
  • 1/3 szklanki oliwy

Nagrzać piekarnik na 180-200 st. Ciabattę pokroić w dwucentymetrową kostkę. Wymieszać czosnek z oliwą. Zmieszać pieczywo z otrzymaną czosnkową oliwą, po czym zapiekać 10 minut rozłożone na blasze.
Pomidorki poprzekrawać na połówki. Ogórek pokroić w cienkie plasterki. Awokado i paprykę pokroić w grubą kostkę. Fasolę opłukać i odsączyć. Połączyć kostki ciabattowe, pomidorki, ogórek, awokado, paprykę, kapary, fasolę i bazylię. Sok pomidorowy, ocet i 1/3 szklanki oliwy wlać do zakręcanego pojemnika i wymieszać mocno potrząsając. Sałatkę wymieszać z powstałym sosem. Nie zwlekać z podawaniem, bo chrupiące kawałki czosnkowej ciabatty to moim zdaniem największy atut tej sałatki. Zbyt długie leżakowanie rozciapi te kawałki.

27 sierpnia 2011

"Cudowna cukinia"

Nie, to nie ja wymyśliłam taką dziwaczną nazwę. Pochodzi ona z "Kuchni malucha" (jak i przepis). Ale nawet nieźle oddaje rzeczywistość bo rzeczywiście pyszne to jest.

Składniki: (proporcje trochę moje)
  • pół cukinii
  • 3-4 pomidory
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka oliwy
  • łyżeczka suszonej bazylii plus ewentualnie świeża do dekoracji
Cukinię umyć, pokroić w półcentymetrowe plastry (ze skórą). Smażyć na rozgrzanej oliwie po 5 minut z każdej strony, po czym odsączyć z tłuszczu. Cebulę i czosnek posiekać, pomidory sparzyć, obrać i dość drobno pokroić. Po zdjęciu cukinii na tę samą patelnię wrzucić cebulę i czosnek i zeszklić. Dodać pomidory i suszoną bazylię. Gotować aż prawie wszystka woda wyparuje. Od czasu do czasu mieszać, żeby się nie przypaliło. Na plastry cukinii nakładać masę pomidorową. 

Do tego ostatniego etapu większość cukinii mi nie dotrwała (mój Maluch pochłaniał smażoną cukinię prawie że nosem).  Bo na początku była cała, a nie pół jak w składnikach. 

A oto ta cudowna cukinia na talerzu Malucha z jego ulubionymi ziemniaczkami.


26 sierpnia 2011

Niemiecka zupa jabłkowo-chlebowa

Zupa jabłkowo-chlebowa, czyli Apfelbrotsuppe. Zrobiłam tę zupę z kilku powodów. Po pierwsze z okazji III Letniego Festiwalu Zupy. Po drugie, bo przypadkiem znalazłam ten przepis przeglądając książkę "Volks-Kochbuch", ściągniętą z Amazona głównie dlatego, że była za darmo. Po trzecie, bo mój główny konsument nagle oświadczył, że lubi zupy owocowe (czym mnie bardzo zaskoczył).

Pierwszy raz robiłam coś z przepisu po niemiecku, ale nie było trudno. I pierwszy raz z e-booka.
Książka, z której korzystałam pochodzi z 1905 roku, ma pełen tytuł "Volks-Kochbuch für Schule, Fortbildungsschule und Haus" i pod tytułem adnotację, że została napisana z inicjatywy cesarzowej Fryderykowej (o ile dobrze zrozumiałam te zawiłości w tytułowaniu). Ciekawostka, ale chyba mogę uznać, że przepisy z tej książki prezentują potrawy klasycznej kuchni niemieckiej.

Składniki

  • 100 g starego chleba
  • szczypta soli
  • 2 starte goździki
  • 40 g cukru
  • 4 średnie jabłka lub obierki (ach, ta niemiecka oszczędność)
  • litr wody
Chleb namoczyć w wodzie. Jabłka, pulpę chlebową, goździki, sól i cukier zagotować, następnie przetrzeć przez sito (ja leniwie zmiksowałam) jeszcze raz podgrzać i podawać.
Ponieważ autorka książki proponuje użycie obierków to nie przejmowałam się obieraniem i jedyne co zrobiłam z jabłkami to umycie i wycięcie gniazd nasiennych. No bo chyba niemieckość potrawy nie ma polegać na spożywaniu kwasu, nomen omen, pruskiego...


Zupa ma nieciekawy kolor (pewnie przez użycie razowego chleba), ale nawet jest smaczna. Może bardziej na jesień niż na lato, ale tegoroczne lato mało letnie jest, więc chyba z czystym sumieniem mogę uznać, że potrawa spełnia założenia Letniego Festiwalu Zupy.

23 sierpnia 2011

Pesto toskańskie

Bazylia na balkonie mi się rozkrzaczyła tak, że nie byłam w stanie jej zużyć w normalnym trybie i tylko zrobienie pesto mi zostało. Albo zostawienie na zmarnowanie. Przy okazji w książce "Encyklopedia kuchni włoskiej" znalazłam, że istnieje nie tylko to klasyczne pesto z Genui, ale też jest inny rodzaj - w Toskanii. A toskańskie tym się różni od genueńskiego tym, że zamiast orzeszków piniowych używa się orzechów włoskich. Postanowiłam zatem wypróbować ten alternatywny sposób.

Składniki:
  • filiżanka świeżych liści bazylii (ja zaszalałam i dałam 100 g, na upartego dałoby się to upchnąć w filiżance)
  • 30 orzechów włoskich
  • ząbek czosnku
  • bułka
  • filiżanka rosołu
  • 2 łyżki oliwy
  • sok z połowy cytryny (w przepisie jest z całej, ale wychodzi za kwaśne)
  • sól
Orzechy wyłuskać. Bułkę obrać ze skóry, wnętrze namoczyć w rosole. Bazylię, orzechy i czosnek zmiksować. Pewnie lepiej byłoby utrzeć i nawet to próbowałam, ale nie dałam rady. A książka twierdzi - zmiksować. Dodać sok z cytryny, odsączoną bułkę i oliwę. Posolić. Wymieszać.



Zrobiłam to tuż przed wyjazdem w góry, bo bałam się, że krzaki mogą nie przetrzymać do powrotu. Zapakowałam do pojemniczka i gdy tylko rozbiliśmy się i namiot, mieliśmy obiad w postaci makaronu z pesto. Mniam.

PS. do poprzedniego posta: Naprawdę wszyscy wiecie co to młóto, czy nikomu nie chciało się czytać całego przepisu? Trochę się dziwię, że nikt się o to nie zapytał.

20 lipca 2011

Chleb z młóta

Przy robieniu tego chleba na początku próbowałam się wzorować na wypróbowanych na blogach przepisach na chleb na zakwasie, ale za pierwszym razem coś mi się pomyliło i pół procesu wytwarzania chleba wzorowałam na jednym przepisie a drugie pół na drugim. Potem udoskonaliłam ten zmiksowany przepis i chyba mogę uznać to co teraz używam za mój autorski.

Podaję przy okazji jak zrobić zakwas (za Pelą)

Składniki na zakwas:
  • mąka żytnia razowa 2000 - kilkaset gramów
  • letnia woda - jak wyjdzie
  • słoik lub kamienny garnek
 Pierwszego dnia należy wymieszać w wybranym naczyniu 100 g mąki z taką ilością wody, aby wyszła nam konsystencja gęstej śmietany. Przykryć. Ja używam do tego tetrowej ściereczki, bo wydaje mi się, że powinno to w miarę oddychać. (Uprzedzając pytania - nie, ściereczka nie jest zrobiona z pieluchy, tylko z maseczki chirurgicznej) Po kilkunastu godzinach zamieszać. Drugiego dnia dodać kolejne 100 g mąki, dolać wody do konsystencji i wymieszać. Kolejne dwa dni powtarzać procedurę. Piątego dnia można piec chleb. Po zrobieniu chleba do pozostałej części zakwasu można dodać trochę mąki i wody (dokarmić) i po paru godzinach schować do lodówki. Przed kolejnym pieczeniem wyjąć na parę godzin na ogrzanie i wykorzystywać.

A teraz czas na chleb.

Składniki: (na formę o pojemności ok. 3l)
  • 200 g zakwasu z przepisu powyżej
  • 200 g mąki żytniej razowej
  • 200 g mąki pszennej razowej
  • 400-500 ml letniej wody
  • 500 g młóta
  • 300 g białej mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • olej do posmarowania formy
Etap I: (wieczorem lub przed pójściem od pracy)
W dużej misce wymieszać zakwas, mąki razowe i dolać tyle wody, aby dało się wymieszać i było lekko lejące. Przykryć i odstawić na ok. 8 godzin w przytulne miejsce.

Etap II: (wcześnie rano lub po południu)
Do ciasta dodać młóto, białą mąkę, posolić i dokładnie wymieszać. Formę natłuścić. Nałożyć ciasto do formy i odstawić na 2-3 godziny w ciepłe miejsce.

Etap III: (późno rano lub wieczorem)
Piekarnik nagrzać do 250°, wstawić chleb i od razu zmniejszyć ustawioną temperaturę na 200°. Piec godzinę. Potem wyłączyć grzanie i zostawić na chwilę w studzącym się piekarniku. Gdy troszeczkę przestygnie wyjąć chleb  z formy i ustawić do góry nogami, aby stygł dalej.


24 czerwca 2011

Chińska sałatka z ogórka

Moi znajomi, gdy przeczytali o akcji Nie dajmy się E.coli!, byli w szoku. No bo jak to? Wszyscy wiedzą, że nie znoszę nawet zapachu zielonego ogórka, nie mówiąc już o jego jedzeniu. A tu akcja, w której promuję jedzenie tego właśnie ogórka? Świat stanął na głowie!

Nie, moja agurofobia nie minęła. Nadal nie jem ogórków w stanie surowym. Ale w formie przetworzonej już stają się dla mnie jadalne. Na przykład marynowane. Nie robię ich własnoręcznie, bo nie wytrzymałabym tego zapachu przy krojeniu, ale wyręcza mnie w tym Mój Kochany Mąż.

Przepis pochodzi z autentycznej chińskiej książki kucharskiej, którą MKM przywiózł mi z Szanghaju. Książka jest dwujęzyczna - chińsko-angielska, ale to tylko w teorii. Na przykład w tym przepisie w wersji angielskiej nie ma podanej ilości octu. Musiałam rozszyfrowywać krzaczki, żeby wiedzieć ile tego dodać. Na szczęście angielski Wikisłownik ma wygodne wyszukiwanie krzaczków po ilości kresek i zajęło mi to raptem z dwie godziny a moja znajomość chińskiego wzrosła skokowo.

Składniki:
  • 250 g ogórka pokrojonego w słupki
  • 2 główki czosnku, obrane i pokrojone na duże kawałki
  • pół łyżki soli
  • cukier 
  • 3 łyżki octu
  • posiekana czerwona papryczka chilli
 Wymieszać ogórka, czosnek i sól. Odstawić na 20 minut po czym spłukać zimną wodą i osuszyć. Wymieszać z pozostałymi składnikami i odstawić na przynajmniej 5 godzin.


Uwaga! Ostre!
Zwłaszcza ostatnio, bo M. szaleje i zamiast jednej dał trzy papryczki.

23 czerwca 2011

Krem ze świeżych pomidorów

Oto kolejny przetestowany przepis z "Kuchni malucha"

Składniki:
  • 1 kg pomidorów
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki świeżej bazylii lub 1 suszonej
  • 2 szklanki wody
  • sól (jak to u mnie - prawie nic), pieprz (trochę więcej)
  • oliwa do smażenia (1/4 szklanki)
  • 250 g suchej bułki lub chleba (dałam mniej, ok. 180, bo nie miałam więcej)
Pomidory sparzyć i obrać ze skórki. Cebulę i czosnek obrać i posiekać. Rozgrzać oliwę i zeszklić jedno i drugie. Pomidory drobno pokroić, bazylię porwać na kawałeczki. Do cebuli z czosnkiem dodać pomidory, bazylię, wodę i przyprawy. Zagotować i gotować, aż pomidory się rozgotują (dałam im na to kwadrans). Chleb pokroić na kawałeczki. Zdjąć zupę z ognia, dodać chleb i zostawić do ostygnięcia. Zmiksować.


Przyznam, że nie spodziewałam się takiego efektu. Krem zachwycił nie tylko Maleństwo, ale i jego ojca, który jest zadeklarowanym wrogiem zup. Polecam więc dla wszystkich zupowych niejadków.

Przepis uczestniczy w mojej akcji Nie dajmy się E.coli!, do której oczywiście wszystkich serdecznie zapraszam.

3 maja 2011

Paratha z groszkiem

Czas na kolejne indyjskie danie w podróży Z widelcem po Azji. Po raz kolejny korzystałam z książki „Kuchnia indyjska wegetariańska” Joanny Sucheckiej. Ponieważ jednak musiałam przepis sklejać z kilku (bo stosowałam się do wskazówek typu: „zrobić jak w przepisie na to i to”), to końcowy może się różnić od tego książkowego. Poniższe jest sklejeniem w jedną całość mniej więcej czterech przepisów.

Ponieważ nie mam ghi, używałam zamiast niego oleju. Tam gdzie piszę „olej” wszędzie powinno się użyć ghi.

Składniki na ciasto:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 szklanki razowej mąki (ja używam pszennej - grahama)
  • pół łyżeczki soli
  • łyżka oleju
Składniki na nadzienie:
  • 400-500 g zielonego groszku (używam mrożonego)
  • 2,5 łyżeczki zmielonej kolendry
  • pół łyżeczki kuminu
  • 1 zmielony goździk
  • pół łyżeczki chilli
  • pół łyżeczki soli
  • ćwierć łyżeczki kardamonu
  • ćwierć łyżeczki cynamon
Ugotować groszek, wymieszać z przyprawami i rozgnieść lub lekko podmiksować. Nadzienie gotowe.

Wymieszać mąki, sól i olej. Dolewać wody i wygniatać tak aby uzyskało konsystencję nadającą się do wałkowania. Wygniatać przynajmniej 5 minut.
Odrywać po dwa równe kawałki i rozwałkowywać na cieniutkie placki możliwie podobne do siebie. W tym czasie reszta ciasta powinna być przykryta wilgotną ściereczką. Na jeden z bliźniaczych placków nałożyć nadzienie, drugi posmarować olejem i położyć tłustą stroną na nadzieniu. Połączyć brzegi i lekko rozwałkować całość. Smażyć na małej ilości tłuszczu aż zbrązowieje. W książce kazali zrobić suche i chrupiące, ale mnie miękkie bardziej smakuje.

Z podanej ilości składników wychodzą mi 4 placki wielkości dużej patelni.


Kolejna moja potrawa z serii „brzydkie ale pyszne”…

Potrawa przygotowana w ramach akcji Ireny i Andrzeja

29 marca 2011

Sałatka na A jak ... ananas

Po pewnej przerwie wracam do udział w Barze sałatkowym.W tej edycji Pela rozpoczęła z nami "sałatkowy alfabet". Myślałam, myślałam i myślałam, co by za sałatkę na A zrobić. Nie wpadłam na nic oryginalnego, więc głównym składnikiem mojej sałatki stał się ananas. Wymyśliłam sobie połączenie ananasa z selerem naciowym, który smutno leżał na lodówce czekając na jakieś wykorzystanie. I wiecie co? Ananas i seler naciowy pasują do siebie idealnie! Aż się zdziwiłam, że tak dobrze współgrają. Na koniec dorzuciłam rodzynki, żeby nie było tak blado i sałatka gotowa.


Składniki
  • 300-350 g ananasów z puszki
  • 3 łodygi selera naciowego
  • garść rodzynek
  • 3 łyżki zalewy z ananasów
  • łyżeczka soku z cytryny
 Ananasa pokroić na kawałki, a selera na plasterki grubości ok. pół centymetra. Rodzynki namoczyć w zalewie z ananasów wymieszanej z sokiem z cytryny.

Wymieszać ananasa z selerem, dodać rodzynki wraz z zalewą i wymieszać. Odstawić na jakiś czas, aby się przegryzło.