4 listopada 2008

Spóźniony tydzień dyni

Trochę się spóźniłam na blogowy Festiwal Dyni i uroczyste otwarcie naszej dyni wypadło dopiero w tym tygodniu. W sumie wyszło na dobre, bo wcześniej nie znałam dobrze smaku tego warzywa, a tak mogłam sobie popodglądać cudze przepisy.

Nasze monstrum warzywne ważyło 5 kg i wyglądało tak


Monstrum zostało przepiłowane na 5 części. Z pierwszej powstała zupa, prawie dokładnie według przepisu jo.ny. Jedyne co zmieniłam, to paprykę słodką na pikantną, bo lubię takie "palące" potrawy. Zacierki do zupy powstały według tego przepisu, ale na przyszłość muszę poszukać lepszego, bo kiepsko się je robiło.

Druga część dyni została przeznaczona na zapiekankę. Bazą zapiekanki stała się właśnie dynia, makaron typu wstążki i kiełbasa. Inspiracją dla mnie był przepis Pinos. Jednak zmieniłam w nim tak dużo, że właściwie powstała chyba zupełnie nowa potrawa. Różni się przede wszystkim zastosowaniem kiełbasy zamiast mięsa i "diabłem od szczegółów" tzn. przyprawami, czyli w smaku jest zupełnie inne.

Składniki:
  • 500 g makaronu
  • 700 g obranej i oczyszczonej dyni
  • 300 g kiełbasy
  • 4 małe cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • pół kostki rosołowej
  • słoiczek koncentratu pomidorowego
  • 150 g sera żółtego
  • przyprawy: sól, pieprz,
  • łyżeczka ostrej papryki (jak ktoś nie lubi na pikantnie to może być łagodna)
  • szczypta imbiru
  • dwie szczypty cynamonu
  • łyżeczka zmielonej gałki muszkatołowej
Makaron ugotować na półmiękko.
Cebulę pokroić w piórka, czosnek posiekać, kiełbasę pokroić w drobną kostę. Na oliwie zeszklić cebulę z czosnkiem. Dodać kiełbasę i smażyć, aż kiełbasa będzie mocno przysmażona. Następnie wlać rosołek zrobiony z połowy kostki i dodać koncentrat. Wymieszać przyprawić (wszystkie przyprawy z wyjątkiem gałki). Chwilę poddusic.
Dynię pokroić z centymetrową kostkę. Posypać gałką i podsmażyć (ja też smażyłam tu na oliwie) do momentu aż puści sok.
Wymieszać makaron, dynię i sos mięsny i nałożyć do naczyń żaroodpornych (mi wyszły dwa - duże i średnie). Posypać żółtym serem i zapiekać w temperaturze 180 st. aż się ser zrumieni (w moim piekarniku ok. 35 min)

No, dwie piąte dyni obrobione, ale jeszcze większość została. Jednak mimo poszatkowania monstra kot nie odzyskał swojego miejsca na lodówce. (zła dynia mu zajęła punkt obserwacyjny) Teraz "nalodówcze" jest zajęte przez suszące się pestki. :)

2 komentarze:

Bea pisze...

W takim razie zycze dalszych udanych dyniowych eksperymentow! :)

Pozdrawiam serdecznie!

Dobromiła pisze...

Dziękuję :-D
Na razie część dyni czeka na lepsze czasy w zamrażalniku, ale chyba już niedługo :)